W pierwszych transakcjach za USD płacono 3,995 zł, za euro 3,52 zł, odpowiadało to 13,1% powyżej starego parytetu. Od razu przeważył popyt i złoty zaczął się powoli, ale systematycznie umacniać. Około 16.00 osiągnęliśmy czwartkowe maksimum, docierając do 13,6%. Dolar potaniał o 3 grosze, wspólna waluta o 1,4 grosza. Ostatnia godzina notowań przyniosła dość silną korektę i w efekcie kończyliśmy dzień nieznacznie powyżej poziomu otwarcia. Transakcji zamykających rynek dokonywano po odpowiednio 3,973 zł i 3,521 zł, co dawało 13,3%.
Okres międzyświąteczny charakteryzuje się niską aktywnością inwestorów, czemu zresztą trudno się dziwić. Nie zawiera się dużej liczby transakcji, spekulacji praktycznie nie ma, a zmiany kursów wynikają z niewielkich zleceń związanych głównie z bieżącym rozliczaniem np. eksportu czy też importu. Również w piątek nie należy się spodziewać większych zmian, chociaż może być nieco ciekawiej ze względu na publikacje danych makroekonomicznych.
O 16.00 poznamy informację o listopadowym stanie rachunku obrotów bieżących. Średnia prognoz oscyluje wokół 500 mln USD, co oznacza, że analitycy nie spodziewają się jakichś zaskakujących wiadomości. W poprzednim miesiącu było co prawda znacznie więcej, ale to efekt płatności wynikających z obsługi zadłużenia zagranicznego. Deficyt w handlu zagranicznym ma wynieść nieco powyżej miliarda USD, przy czym eksport powinien być na poziomie 2,550 mld USD.
Również o 16.00 dowiemy się, o ile zmieniły się ceny żywności w pierwszej połowie grudnia. Jeśli wzrosły nie więcej niż o 0,5%, może się okazać, że grudniowa inflacja nie przekroczy poziomu listopadowej.
Rano za euro płacono jedynie 0,8792 USD. Szybko przeważyły jednak oferty kupna i już po godzinie dotarliśmy do 0,8835. Lekka korekta i w okolicach 0,882 byliśmy aż do późnego popołudnia. Dopiero około 15.00 ponownie przeważył popyt. O 16.00 osiągnęliśmy 0,8858. Chwila stabilizacji i znowu w górę. Kończyliśmy dzień na 0,8867 - to najwyższy poziom czwartkowych notowań.