Sylwestrowe notowania przebiegały dokładnie według takiego samego scenariusza, jaki obowiązywał w zeszłym tygodniu. Minimalna aktywność inwestorów, bardzo niska płynność rynku. Złoty był najczęściej w okolicach 13,5% powyżej starego parytetu, choć w pewnym momencie na krótko wylądowaliśmy na 12,5%. Wystarczyła jedna, i to wcale nie duża, transakcja. Dość szybko wszystko wróciło jednak do normy.
Podsumujmy w skrócie mijający rok. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że polska waluta prawie przez cały okres była bardzo mocna. Pierwszy etap wzrostu wartości obserwowaliśmy właściwie przez całe pierwsze półrocze. Złoty zyskiwał systematycznie, osiągając apogeum w czerwcu, gdy dotarł do 15,9% powyżej starego parytetu. Takich poziomów nie obserwowaliśmy nigdy wcześniej. Dlaczego tak się działo? Wynikało to głównie ze wzmożonego zainteresowania papierami skarbowymi. Podstawą do rozpoczęcia zakupów były poprawiające się dane makroekonomiczne, przede wszystkim spadający deficyt obrotów bieżących i zmniejszająca się inflacja, która powodowała, że realne stopy procentowe były bardzo wysokie. W dodatku spekulowano "pod" cięcia stóp w Polsce. Jednocześnie spadające stopy procentowe w USA i Eurolandzie zmniejszały koszty finansowania inwestorom zagranicznym. Swoje robiły także oczekiwania na przepływy prywatyzacyjne.
W lipcu doszło do dramatycznego spadku wartości polskiej waluty (osłabiła się ona w ciągu kilku dni o około 10%). Złoty prawie od razu odreagował większą część spadku, ale szybkie i silne osłabienie przypomniało o jednym: wciąż jesteśmy krajem, w którym wszystko jest możliwe. Jesteśmy w dalszym ciągu "emerging market", choć z pewnością już z górnej półki.
Potem nastąpiła względna stabilizacja. Moglibyśmy napisać, stosując język sportowy: stabilizacja ze wskazaniem na wzrost. W powrocie do poziomów czerwcowych złotemu przeszkadzały bowiem problemy z finansami publicznymi, wybory parlamentarne oraz kłopoty z prywatyzacjami. Trochę zaszkodziły także wydarzenia na świecie, głownie w Argentynie (zamach terrorystyczny w USA miał ograniczony wpływ). Pod koniec roku znowu zdecydowanie przeważył jednak popyt.
Co będzie na początku 2002 roku? Wiele zależy od rozstrzygnięć politycznych. Jeśli dojdzie do zmiany ustawy o NBP i będzie to oznaczało znaczne cięcia stóp, złoty wyraźnie straci. Jeśli nie, to wciąż powinien być mocny. Pozostaje pytanie: co byłoby korzystniejsze dla gospodarki? Ekonomiści nie są zgodni, odpowiedź na to pytanie pozostawiam więc czytelnikom.