Decyzja ta budzi jednak niepokój przed nasileniem inflacji, a protekcjonistyczny charakter polityki ekonomicznej nowych władz może - zdaniem ekspertów - stanowić zagrożenie dla liberalizacji handlu w całej Ameryce Łacińskiej.
W ciągu minionego weekendu nowy prezydent Argentyny Eduardo Duhalde uzyskał zgodę obu izb parlamentu na zasadniczą zmianę polityki walutowej, co dało podstawę do zadekretowanej w niedzielę dewaluacji peso. Jak podała agencja Reutera, wartość waluty argentyńskiej obniżono o 29%, rezygnując z obowiązującego przez dziesięć lat ścisłego powiązania z dolarem stosunku 1:1, które uznano za główną przyczynę trwającej od czterech lat recesji. Niższy kurs peso ma obniżyć koszty pracy oraz poprawić konkurencyjność eksportu, zapewniając ożywienie aktywności ekonomicznej.
Sytuację skomplikowało wprowadzenie podwójnego kursu. Według relacji oficjalnej, która ma obowiązywać przez kilka miesięcy, 1 USD odpowiada 1,40 peso. Dopuszczono też jednak płynny kurs, głównie dla potrzeb ruchu turystycznego, co, według ekspertów, może stwarzać szerokie pole do nadużyć.
Na razie trudna do przewidzenia jest reakcja rynku walutowego. Po prawie trzytygodniowej przerwie zacznie on bowiem funkcjonować dopiero w najbliższą środę. Jednak już teraz widoczne są efekty dewaluacji, zwłaszcza w handlu detalicznym. W obawie przed podwyżką cen wykupiono większość towarów, a na ulicach pojawili się handlarze walut, których wyłapuje policja.
Pragnąc złagodzić skutki dewaluacji, która dla milionów Argentyńczyków oznacza obniżenie zarobków, utrzymano wymianę na peso w stosunku 1:1 długów wynoszących do 100 tys. USD. Ponieważ obciąży to bardzo banki, rząd postanowił wesprzeć je obligacjami skarbowymi, które będą zabezpieczone wpływami z eksportu paliw.