BoNY, oprócz prezesa Softbanku Aleksandra Lesza, był dotychczas największym udziałowcem warszawskiego integratora. Jednak od dłuższego czasu Amerykanie redukowali swoje zaangażowanie. Tylko w ciągu minionego roku ich udział w Softbanku zmniejszył się o ok. 12 pkt. proc.
We wtorek BoNY poinformował, że posiada już tylko 801 tys. akcji Softbanku czyli 4,61%. Oznacza to redukcję pakietu o kolejne 5 pkt. proc. Zejście poniżej 5% oznacza prawdopodobnie, że Amerykanie mają zamiar zamknąć inwestycję w Softbanku. - Zachodni inwestorzy lepiej postrzegają kupowanie akcji niż GDR-ów. Kwity depozytowe to już historia. Mamy sygnały od naszych zagranicznych akcjonariuszy, że na warszawskiej giełdzie, gdzie płynność jest dużo większa, akcje zdecydowanie łatwiej kupić i sprzedać - powiedział PARKIETOWI Andrzej Grzelec, rzecznik prasowy Softbanku.
Do niedawna drugim instytucjonalnym udziałowcem Softbanku był Bank Austria, ściśle współpracujący z prezesem Leszem. W połowie grudnia ub.r. Austriacy poinformowali jednak o sprzedaży posiadanego pakietu i redukcji swojego zaangażowania z 5,38% do 0,03%. Nie było to jednak dużym zaskoczeniem, ponieważ papiery te były wcześniej kupowane prawdopodobnie na zlecenie prezesa, który chciał umocnić swoją pozycję przed WZA.
Ostanie transakcje sprawiły, że obecnie jedynymi udziałowcami posiadającymi ponad 5% głosów na WZA Softbanku są Aleksander Lesz (32,99%) i Prokom Software (9,21%). Wśród akcjonariuszy warszawskiej spółki znajduje się jednak kilku inwestorów finansowych (np. fundusze emerytalne), które posiadają poniżej 5% papierów (np. OFE Polsat - 2,24% czy OFE KB - 1,83%).
Ponadto nadal tajemnicą pozostaje, kto kupił w grudniu ub.r. 4,9% akcji sprzedanych w jednej transakcji przez Bank Austria.