Próba odreagowania spadków sprzed południa pozwoliła jedynie na wzrost WIG20 do poziomu 1425 pkt. i potem rynek znów zaczął się osuwać w dół. Na wykresie minutowym można dopatrzyć się formacji głowy z ramionami o wysokości około 20 pkt., ale do ukształtowania podobnej figury doszło też w ubiegłym tygodniu i potem załamała się. Także trudno powiedzieć, czy może być ona wyznacznikiem kierunku koniunktury na początek przyszłego tygodnia.
Tak, jak poprzednie sesje były w moim odczuciu wynikiem powstrzymywania się podaży tak odnoszę wrażenie, że dziś mieliśmy wycofanie się popytu. Rodzi się zatem pytanie, na jak długo popyt się wycofał. Ze statystyk naszego rynku wynika, że nieco w uproszczeniu podaż przez dany okres utrzymuje się na takim samym poziomie, a ruchy w górę albo w dół wynikają ze stopnia aktywności kupujących. Dlatego wobec przestawianych przeze mnie przez ostatnie dni wątpliwości co do jakości wzrostów można zastanowić się, czy dzisiejsza sesja jest tylko wstępem do silniejszej wyprzedaży, czy też tylko zwykłą lokalną korektą, będącą ruchem powrotnym do 1410 pkt. dla WIG20. Jeśli popyt wstrzyma się jeszcze w poniedziałek, to może się okazać, że prawidłowa jest pierwsza z tych diagnoz. A wtedy może uwolnić się kumulowana od kilku dni podaż.
Czy tak się stanie będzie w dużym stopniu zależeć od tego, co przyniosą dzisiejsze notowania w USA. Czy uda obronić się rynki przed kolejnym silnym spadkiem, który ostatecznie złamałby morale byków? Potencjał spadkowy nie jest wyczerpany i raczej niewiadomą jest, skala dzisiejszej zniżki, niż to, czy ona w ogóle nastąpi. Jeśli indeksy w USA dużo spadną, to może to wreszcie zrobić wrażenie na naszych inwestorach i przekonać ich, że trwa tam proces odwracania trendów wzrostowych. I proces ten jest bliski końca. Nasdaq otworzył się bardzo nisko, bo na poziomie zamknięcia ze środy. To spadek znacznie większy, niż sugerowały kontrakty i widać, że chęć wyzbycia się akcji przybiera tam na sile.
Krzysztof Stępień
Analityk Parkietu