Od początku roku fundusze agresywne zarobiły średnio 9,36% (dane do 17 stycznia). Oznacza to, że w ciągu zaledwie dwóch tygodni odrobiły połowę strat z ubiegłego roku, wynoszących 17,4%.
Tymczasem fundusze obligacyjne, które w ubiegłym roku dały największe stopy zwrotu (średnio 16%), od początku roku zyskały zaledwie 1,31%.
Robert Nejman, członek zarządu CA IB TFI, uważa, że w tym roku zyski funduszy agresywnych mogą wynieść 40%, a nawet 50%. Według Mariusza Adamiaka, zarządzającego funduszami Pioneer Pekao TFI, agresywne powinny dać zyski o kilkanaście procent wyższe od bezpiecznych. - Już po pierwszych kilkunastu dniach stycznia fundusze agresywne są na dużym plusie, a spodziewam się, że do końca roku rynek akcji jeszcze wzrośnie. Nie potrafi on jednak powiedzieć, czy lepiej już teraz kupować jednostki, czy jeszcze poczekać.
Z kolei fundusze obligacji powinny zyskać w tym roku kilkanaście procent. - Spodziewam się, że dobrze zarządzane podmioty dadzą zysk na poziomie ok. 12% (plus minus 2%) - uważa Tomasz Stadnik z PKO/CS TFI. To prawie połowa mniej, niż zarobił w 2001 r. zarządzany przez T. Stadnika fundusz obligacji PKO/CS (21,17%). - Osiągnięcie takich jak w ub.r. stóp zwrotu na rynku dłużnym nie będzie możliwe, zwłaszcza jeśli rynek zacznie dyskontować ryzyko wzrostu stóp procentowych.
Według T. Stadnika, relatywna atrakcyjność polskich akcji może jeszcze wzrosnąć w związku z osłabieniem się kursu złotego. Zwraca on jednak uwagę, że wyceny naszych spółek przewyższają już notowania analogicznych firm z rynków rozwiniętych, a to świadczy o tym, że rynek oderwany jest od fundamentów gospodarczych. - Inwestorzy zakładający krótszy niż rok horyzont inwestycyjny nie powinni wchodzić w fundusze akcyjne. Ich stopy zwrotu za 2002 r. mogą być zarówno dodatnie, jak i ujemne - uważa T. Stadnik.