Pierwsze kryterium jest wyrzutem sumienia dla nowego rządu i okazją dla opozycji. Program wyborczy SLD i rzeczywistość powyborcza to są dwa różne światy. Blefem były pełne szuflady gotowych rozwiązań. Błędem było zapowiedź szybkiego ożywienia gospodarki, jako klucz do rozwiązania innych problemów, z bezrobociem na czele. Szybki wzrost nie może być dzisiaj osią strategii gospodarczej, co przyznał rząd, zakładając skromne 1% wzrostu PKB na 2002 rok i odkładając faktyczne ożywienie (5%) na 2004 rok. Błędem było podsycanie nadziei socjalnych, sytuacja finansów publicznych nakazuje bowiem cięcie wydatków publicznych. Jedyna spełniona obietnica, ku memu zdziwieniu, należy do ministra Kaczmarka. Zapowiadał spowolnienie prywatyzacji i faktycznie ją zamroził. Nie jest to jednak optymistyczna zgodność słów i czynów. W innych dziedzinach program wyborczy SLD i realia rządzenia gabinetu Millera rozchodzą się zupełnie, na szczęście zresztą, gdyż oznacza to powrót z obłoków wyborczych do rzeczywistości.
Dlatego zestawienie stu dni nowego rządu z faktycznymi wyzwaniami gospodarczymi wypada nieco lepiej. Widać, że rząd nawiązuje stopniowo kontakt z bieżącymi problemami. Brak przygotowania skryty jest za podwójna gardą. Współautorem pierwszej zasłony był minister Bauc, który poraził Polaków wizją budżetowej dziury, rzędu 95 mld zł, ułatwiając Leszkowi Millerowi malowanie obrazu gospodarczej katastrofy - co podkreśla heroiczne zadanie nowej ekipy ratowników. Arytmetycznie coś tu się nie zgadza. Zbyt łatwo podwyżki podatków (kilka miliardów zł) oraz oszczędności wynikające z prezydenckiego veta i ustaw okołobudżetowych sprowadziły deficyt do 40 mld zł. Ale samo udramatyzowanie sytuacji pomogło lewicy w forsowaniu budżetu, który wprawdzie nie leczy finansów publicznych, ale też nie pogłębia problemów. O drugą zasłonę dymną dla swej wstępnej nieporadności postarała się sama koalicja, wchodząc w konflikt z Radą Polityki Pieniężnej. Tym samym, wyraźnie wskazała winnych obecnej stagnacji. Jest to kosztowny manewr z punktu widzenia wizerunku Polski. Mogli się o tym przekonać uczestnicy ostatniego forum gospodarczego Europy Środkowowschodniej w Wiedniu, gdzie problem niezależności naszego banku centralnego koncentrował powszechną uwagę. Nie można tego lekceważyć, gdyż wiarygodność jest nam bardzo potrzebna w czasie, gdy Polska przestała być pierwszym wyborem inwestorów. Napływ kapitału jest jednym z warunków powodzenia rządowej strategii ożywienia gospodarki - strategii, która rodzi się dopiero teraz, czyli z opóźnieniem. Strata czasu w walce z bezrobociem i w staraniach o lepszy klimat inwestycyjny to główne minusy w dotychczasowym bilansie nowego rządu - prysnął mit fachowej ekipy gotowej z miejsca ruszyć do boju. Trzeba także doliczyć rozczarowanie wyborców, ale jest to zawiniony koszt odrealnionych, wyborczych obietnic.