Rano za dolara płacono 4,106 zł, za euro 3,605 zł, odpowiadało to 10,85% powyżej starego parytetu. Od razu przeważyły oferty sprzedaży. W południe byliśmy już na 10,15%, przy kursach 4,14 i 3,63. Potem powrót na 10,45% (4,127 i 3,617) i pod koniec dnia znowu w dół. Ostatnich transakcji dokonywano po 4,135 i 3,63, było to 10,2%
Na kurs złotego i sytuację na innych rynkach finansowych w najbliższych miesiącach duży wpływ będą miały nie tylko dane makroekonomiczne, ale także sytuacja społeczna. Istnieje duże niebezpieczeństwo wystąpienia niepokojów społecznych. Trudny budżet, który pogorszy sytuację zdecydowanej większości społeczeństwa (pamiętajmy nie tylko o zamrożeniu płac, ale również o przygotowywanych podwyżkach), oraz rosnące bezrobocie (w tej chwili panuje dość powszechne przekonanie, że jego poziom przekroczy w 2002 roku 20%) mogą doprowadzić do zaostrzenia sytuacji. A to może w znacznym stopniu zwiększyć ryzyko inwestycyjne w Polsce. Nie oznacza to, że grozi nam jakiś wariant argentyński. Polska jest w nieporównywalnie lepszej sytuacji (znacznie mniejsze zadłużenie zagraniczne, wyraźnie korzystniejsze kształtowanie się eksportu, uwolniona waluta itd.), niemniej kwestie społeczne mogą w bieżącym roku mieć negatywny wpływ na kształtowanie się poziomów rynkowych.
W przyszłym tygodniu agencja ratingowa Fitch dokona corocznego przeglądu sytuacji gospodarczej Polski. Potem w ciągu trzech - czterech tygodni zostanie opublikowana informacja na temat oceny ratingowej. Niektórzy analitycy są zdania, że wobec ewidentnego pogorszenia sytuacji szczególnie w finansach publicznych ocena może zostać obniżona. Gdyby tak się stało, będzie to miało niekorzystny wpływ zarówno na rynek papierów, jak i na rynek złotego.
Rano za euro płacono 0,878 USD, byliśmy więc wyraźnie niżej niż przedwczoraj na zamknięciu europejskiego rynku. Pierwsze godziny transakcji to niewielkie zmiany. Dopiero około 11.00 doszło do korekty. Około 13.00 osiągnęliśmy 0,8755. Potem wspólna waluta powoli odrabiała straty. Kończyliśmy na 0,8785.
Alan Greenspan, prezes Zarządu Rezerwy Federalnej, powiedział, że czynniki ograniczające rozwój amerykańskiej gospodarki słabną, a aktywność rośnie. To pierwsza od dłuższego czasu wypowiedź w takim tonie. Wpłynęła ona pozytywnie na inwestorów.