Reklama

NIF nie nadąża

Tegoroczne wzrosty na rynku nie obejmują narodowych funduszy inwestycyjnych. Wcześniej pomagało im kupowanie własnych akcji, ale kiedy inne papiery, zwłaszcza dużych spółek, zaczęły rosnąć, inwestorzy odwrócili się od NFI.

Publikacja: 26.01.2002 07:22

Na koniec 2000 r. NIF sięgał prawie 60 pkt. W pierwszych miesiącach ub.r. spadał, podobnie jak cały rynek. Trend odwrócił się w lipcu. Bez wątpienia znaczenie miały coraz śmielsze zakupy dokonywane przez NFI, które zaczęły przejmować własne akcje w celu odsprzedaży. Z jednej strony generowały popyt na własne walory na sesjach, z drugiej - ogłaszały wezwania po cenach wyższych od notowań rynkowych. Oferowane przez nie premie sięgały od 10 do ponad 40%, co nie pozostawało bez wpływu na kursy funduszy. To w zasadzie jedyny czynnik, który sprzyjał notowaniom NFI. W tym okresie fundusze zrealizowały niewiele transakcji sprzedaży spółek, które przyczyniłyby się do istotnego wzrostu ich zasobów gotówkowych. A to mógłby być istotny czynnik pobudzający wzrost, bo od dawna wiadomo, że inwestorzy giełdowi "widzą" w NFI tylko gotówkę. Reszta aktywów wyceniana jest z bardzo dużym dyskontem lub zupełnie ignorowana, i to nawet wówczas, kiedy ich sprzedaż na atrakcyjnych warunkach jest już przesądzona.

Fundusze nadal kupują własne akcje, ale zamiast w wezwaniach robią to teraz przede wszystkim w pakietówkach, a więc z wybranymi podmiotami. Przedstawiciele NFI wskazują wprawdzie, że ze względu na niską, zdecydowanie niższą od wartości księgowej przypadającej na walor, cenę zakupu w pakietówkach, pozostali akcjonariusze zyskują (w ujęciu księgowym więcej majątku przypada na ich papiery), ale najwyraźniej nie jest to wystarczająca zachęta do inwestycji w NFI. Perspektywa wezwań z wyższą od rynkowej ceną byłaby zdecydowanie bardziej atrakcyjna.

Efekt jest taki, że w sytuacji, kiedy główne indeksy rynkowe rosną, NIF przeważnie spada. Licząc od ostatniej sesji ub.r., stracił na wartości ponad 5%. W tym czasie WIG20 zyskał ponad 21%, a WIG ponad 17%. Do wyjątków należą takie sesje, jak piątkowa, kiedy NIF jest silniejszy od również rosnącego WIG20.

- Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego rynek jako całość rośnie. Sądzę, że nikt nie jest w stanie wystarczająco tych wzrostów uzasadnić. Wiadomo tylko, że kupują OFE, mówi się także o zagranicy, a ci inwestorzy, angażując się w większe spółki, raczej nie interesują się NFI, ze względu na niską płynność, podobnie jak i większością pozostałych spółek giełdowych. Pozostali inwestorzy, którzy poświęcają funduszom więcej uwagi, teraz też przesuwają kapitał tam, gdzie ze względu na zaangażowanie OFE prawdopodobne są silniejsze zwyżki i to powoduje obsuwanie się NIF-a - twierdzi Iwona Kubiec, analityk Elimaru. Analitycy przypominają, że to jest już prawie reguła, iż kiedy rosną duże, płynne spółki, inwestorzy zapominają o reszcie, w tym o NFI. Szukają natomiast szansy zarobku na rynku funduszy oraz innych spółek spoza grona blue chipów, kiedy WIG2O się obsuwa. - Rzeczywiście, takie wnioski można wysnuć na podstawie historycznych danych. W sytuacji kiedy rynek silnie rośnie, inwestorzy zapominają o NFI, ale kiedy rynek spada, indeks funduszy stoi w miejscu bądź rośnie. Fundusze traktowane są jako pewien zbiór aktywów, gwarantujący inwestorom bezpieczeństwo. Więc działają oni w myśl zasady, że w złych czasach z NFI w portfelu nic złego im się nie stanie. W dobrych czasach nie ma zaś sensu angażować się w NFI, lepiej szukać lepszych okazji inwestycyjnych - twierdzi Janusz Koczyk, wiceprezes Trinity Management, firmy zarządzającej majątkiem Jupitera, największego i najbardziej płynnego funduszu na giełdzie, cieszącego się zainteresowaniem zarówno drobnych inwestorów, jak i instytucji.

Wiceprezes Koczyk zwraca także uwagę, że rynkowa wycena NFI jest stosunkowo łatwa do przewidzenia, jeśli akurat nic istotnego się w nich nie dzieje. - Sądzę, że notowania funduszy poruszają się w obszarze wyznaczonym przez dyskonto w stosunku do wartości księgowej, które z jednej strony nie może być z zasady niższe niż 20%, a z drugiej zapewne nie powinno przekraczać 50%. Sytuacja zmienia się dopiero jeśli dzieje się coś szczególnego, np. NFI ogłasza wezwanie na własne akcje czy informuje o pozyskaniu inwestora dla bardzo ważnej spółki - twierdzi wiceprezes Koczyk.

Reklama
Reklama

Ponieważ teraz brakuje pozytywnych sygnałów z NFI, inwestorzy opuszczają ten rynek, starając się wsiąść do odjeżdżającego pociągu blue chipów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama