Na koniec 2000 r. NIF sięgał prawie 60 pkt. W pierwszych miesiącach ub.r. spadał, podobnie jak cały rynek. Trend odwrócił się w lipcu. Bez wątpienia znaczenie miały coraz śmielsze zakupy dokonywane przez NFI, które zaczęły przejmować własne akcje w celu odsprzedaży. Z jednej strony generowały popyt na własne walory na sesjach, z drugiej - ogłaszały wezwania po cenach wyższych od notowań rynkowych. Oferowane przez nie premie sięgały od 10 do ponad 40%, co nie pozostawało bez wpływu na kursy funduszy. To w zasadzie jedyny czynnik, który sprzyjał notowaniom NFI. W tym okresie fundusze zrealizowały niewiele transakcji sprzedaży spółek, które przyczyniłyby się do istotnego wzrostu ich zasobów gotówkowych. A to mógłby być istotny czynnik pobudzający wzrost, bo od dawna wiadomo, że inwestorzy giełdowi "widzą" w NFI tylko gotówkę. Reszta aktywów wyceniana jest z bardzo dużym dyskontem lub zupełnie ignorowana, i to nawet wówczas, kiedy ich sprzedaż na atrakcyjnych warunkach jest już przesądzona.
Fundusze nadal kupują własne akcje, ale zamiast w wezwaniach robią to teraz przede wszystkim w pakietówkach, a więc z wybranymi podmiotami. Przedstawiciele NFI wskazują wprawdzie, że ze względu na niską, zdecydowanie niższą od wartości księgowej przypadającej na walor, cenę zakupu w pakietówkach, pozostali akcjonariusze zyskują (w ujęciu księgowym więcej majątku przypada na ich papiery), ale najwyraźniej nie jest to wystarczająca zachęta do inwestycji w NFI. Perspektywa wezwań z wyższą od rynkowej ceną byłaby zdecydowanie bardziej atrakcyjna.
Efekt jest taki, że w sytuacji, kiedy główne indeksy rynkowe rosną, NIF przeważnie spada. Licząc od ostatniej sesji ub.r., stracił na wartości ponad 5%. W tym czasie WIG20 zyskał ponad 21%, a WIG ponad 17%. Do wyjątków należą takie sesje, jak piątkowa, kiedy NIF jest silniejszy od również rosnącego WIG20.
- Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego rynek jako całość rośnie. Sądzę, że nikt nie jest w stanie wystarczająco tych wzrostów uzasadnić. Wiadomo tylko, że kupują OFE, mówi się także o zagranicy, a ci inwestorzy, angażując się w większe spółki, raczej nie interesują się NFI, ze względu na niską płynność, podobnie jak i większością pozostałych spółek giełdowych. Pozostali inwestorzy, którzy poświęcają funduszom więcej uwagi, teraz też przesuwają kapitał tam, gdzie ze względu na zaangażowanie OFE prawdopodobne są silniejsze zwyżki i to powoduje obsuwanie się NIF-a - twierdzi Iwona Kubiec, analityk Elimaru. Analitycy przypominają, że to jest już prawie reguła, iż kiedy rosną duże, płynne spółki, inwestorzy zapominają o reszcie, w tym o NFI. Szukają natomiast szansy zarobku na rynku funduszy oraz innych spółek spoza grona blue chipów, kiedy WIG2O się obsuwa. - Rzeczywiście, takie wnioski można wysnuć na podstawie historycznych danych. W sytuacji kiedy rynek silnie rośnie, inwestorzy zapominają o NFI, ale kiedy rynek spada, indeks funduszy stoi w miejscu bądź rośnie. Fundusze traktowane są jako pewien zbiór aktywów, gwarantujący inwestorom bezpieczeństwo. Więc działają oni w myśl zasady, że w złych czasach z NFI w portfelu nic złego im się nie stanie. W dobrych czasach nie ma zaś sensu angażować się w NFI, lepiej szukać lepszych okazji inwestycyjnych - twierdzi Janusz Koczyk, wiceprezes Trinity Management, firmy zarządzającej majątkiem Jupitera, największego i najbardziej płynnego funduszu na giełdzie, cieszącego się zainteresowaniem zarówno drobnych inwestorów, jak i instytucji.
Wiceprezes Koczyk zwraca także uwagę, że rynkowa wycena NFI jest stosunkowo łatwa do przewidzenia, jeśli akurat nic istotnego się w nich nie dzieje. - Sądzę, że notowania funduszy poruszają się w obszarze wyznaczonym przez dyskonto w stosunku do wartości księgowej, które z jednej strony nie może być z zasady niższe niż 20%, a z drugiej zapewne nie powinno przekraczać 50%. Sytuacja zmienia się dopiero jeśli dzieje się coś szczególnego, np. NFI ogłasza wezwanie na własne akcje czy informuje o pozyskaniu inwestora dla bardzo ważnej spółki - twierdzi wiceprezes Koczyk.