Większość z nas obserwuje rynek polskiej waluty. I mam tu na myśli nie "nas ekonomistów" czy też "nas analityków", ale "nas Polaków". Powód tego zainteresowania jest oczywisty. W końcu to, co się ze złotym dzieje, decyduje o warunkach naszego codziennego życia. Przeciętny niewtajemniczony obserwator nie wychwyci zapewne większości zmian związanych z funkcjonowaniem rynku złotego, nie ma bowiem możliwości obserwowania go od środka. A szkoda, bo wiele one tłumaczą. Zastanówmy się więc na początku, jak zmienił się w ostatnich miesiącach rynek polskiej waluty?
Płytki rynek
Przede wszystkim stał się on bardziej płytki. To efekt wielu czynników, choćby tego, że zmniejsza się liczba uczestników (w czym spory udział mają różnego rodzaju fuzje) czy tego, że rozwija się rynek instrumentów finansowych, co oznacza mniejsze zainteresowanie bezpośrednim dostępem do polskiej waluty. W takiej sytuacji wystarczą znacznie mniejsze transakcje, aby doprowadzić do całkiem sporych zmian wartości (najlepszym przykładem jest tutaj początek lipca czy początek 2002 roku1). W efekcie wszyscy odnoszą wrażenie, że jest on mniej stabilny. I rzeczywiście tak jest. W tym sensie wciąż jeszcze jesteśmy "emerging market", i to może nawet teraz bardziej, niż np. dwa lata temu. Jednocześnie jednak złoty jest mniej wrażliwy na różnego rodzaju słowne próby zmiany jego wartości.
Moc złotego
Jeśli mówimy, że złoty jest mocny czy też, że jest przewartościowany, to znaczy, że występują czynniki, które przejściowo doprowadzają do wzrostu jego wartości. Przejściowo, czyli w jakimś określonym czasie, stosunkowo niedługim, powiedzmy kilku, kilkunastu miesięcy, biorąc pod uwagę realia procesów makroekonomicznych. Czy rzeczywiście złoty jest przewartościowany? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, spróbujmy odnaleźć czynniki, które doprowadziły do wzrostu jego wartości.