Niestety, w tej dość licznej grupie znalazło się tylko 20 kobiet. Czy więc spekulacja na rynku terminowym przeznaczona jest tylko dla mężczyzn? Nie, ale wyniki ankiety oraz znajomość polskich grup dyskusyjnych poświęconych inwestowaniu zmuszają mnie do stwierdzenia, że rodzimy rynek terminowy zdominowany jest przez mężczyzn. Przyczyn może być wiele. Najbardziej prawdopodobna to ta, że kobiety wybierają raczej bezpieczniejsze rozwiązania, pieniądze wolą powierzyć bankom, a "polowanie na byki czy niedźwiedzie", zgodnie z tradycją zostawiają mężczyznom, z których, jak wynika z ankiety, połowa ma mniej niż 30 lat. A jak wiadomo, to właśnie młodzi ludzie skłonni są podejmować największe ryzyko. Potwierdzają to odpowiedzi na pytanie: "Jaki procent Twojego całkowitego kapitału lokujesz na rynku terminowym?". Blisko 25% osób twierdzi, że ich zaangażowanie przekracza 75% posiadanego kapitału. Informacja ta nie wróży nic dobrego tym inwestorom.

Spekulowanie "za wszystko" może oczywiście przynieść oszałamiające zyski, ale bardziej prawdopodobne jest, że skończy się na oszałamiających emocjach towarzyszących niemożności uzupełnienia depozytu jak się już wszystko zainwestowało... A to oznacza automatyczne zamykanie naszych pozycji przez biuro.

Wart zauważenia jest fakt, że 75% ankietowanych przyznaje się, że ich aktywność na rynku kasowym jest zerowa lub zdecydowanie mniejsza niż na terminowym, a 45% twierdzi, że zrezygnowało z handlowania akcjami na rzecz kontraktów na te akcje. To natomiast słusznymi czyni niepokoje wielu osób związanych z rynkiem kapitałowym, że promocja kontraktów terminowych może wpłynąć na zmniejszenie zainteresowania rynkiem akcji wśród inwestorów indywidualnych. Co ciekawe jednak na kolejne pytanie: "Czy uważasz, że wprowadzenie nowych kontraktów może zagrozić rynkowi kasowemu?" 78% osób odpowiada, że nie widzi takiego zagrożenia, a 70% jest za wprowadzeniem kolejnych kontraktów na akcje.Kolejna dość ciekawa sprawa to mała aktywność inwestorów na rynku kontraktów na akcje. Przyciągnięcie inwestorów do tych instrumentów nie jest i nie będzie łatwe. 84% ankietowanych twierdzi, że skupia się przede wszystkim na day-tradingu lub na krótkoterminowej spekulacji (do 10 sesji). Jak wiadomo, takie lokaty wymagają bardzo płynnych rynków, a skoro mamy już wystarczająco płynne kontrakty na WIG20, to kto będzie zawracał sobie głowę innymi, "mało atrakcyjnymi" instrumentami? Z pewnością częściowo tę sytuację mogą zmienić biura maklerskie, poprawiając swoją ofertę dla najmniejszych inwestorów. Bardzo korzystne dla kontraktów akcyjnych byłoby wprowadzenie w życie krótkiej sprzedaży akcji. Jest dość oczywiste, że gdyby inwestorzy mogli "krótko sprzedawać" akcje, to zwiększyłaby się płynność kontraktów na te akcje, przede wszystkim dzięki transakcjom arbitrażowym. Zdecydowana większość biur jednak nie oferuje takiej usługi (oczywiście, nie jest to też do końca ich wina), a nawet jeżeli tak, to wybór akcji do krótkiej sprzedaży jest, delikatnie mówiąc, bardzo skromny. Drugą ważną sprawą jest oprocentowanie depozytu zabezpieczającego oraz możliwość wnoszenia jako depozytu akcji i obligacji. Z dziesięciu największych pod względem udziału w obrotach w 2001 r. na rynku terminowym biur tylko 4 umożliwiają wniesienie akcji lub obligacji jako depozytu i tylko 3 oferują oprocentowanie pieniędzy stanowiących depozyt zabezpieczający. Takie dane potwierdzają wyniki ankiety. 68% uczestników ankiety twierdzi, że nie ma oprocentowanego depozytu. To, w połączeniu z dużym spreadem (różnica pomiędzy najlepszą ofertą kupna i sprzedaży) z pewnością nie przyciąga inwestorów do rynku kontraktów na akcje. Kolejną kwestią są prowizje, jakie płacą mali inwestorzy, składający zlecenia osobiście w POK-u lub telefonicznie. W ostatnim czasie niewątpliwie bardzo dużo w tej sprawie zmieniło się na plus. Prowizje są coraz niższe i niejednokrotnie dla day-traderów wynoszą 10 zł. Niepokoić może tylko fakt, że w niektórych biurach wręcz na siłę zachęca się nawet drobnych, początkujących inwestorów do tego niezwykle ryzykownego i czasochłonnego zajęcia, jakim jest day-trading. Jak jednak wiadomo, ten sposób inwestowania na kontraktach akcyjnych jest jeszcze trudny do zastosowania, więc prowizję dla day-traderów w tym przypadku trzeba wykluczyć. Okazuje się, że połowa biur plasujących się w pierwszej dziesiątce pod względem obrotów każe płacić małym inwestorom 25-30 zł, a przecież właśnie ci mali inwestorzy stanowią większość na tym rynku. Wg ankiety PARKIETU, otwarte pozycje w kontraktach akcyjnych w przypadku 74% inwestorów nie przekraczają 3 sztuk.