Najwięcej, bo aż o blisko 50%, wzrosła liczba bankructw w Holandii (z gospodarczej mapy tego kraju zniknęło 3676 firm zatrudniających łącznie 28 tys. pracowników). Na kolejnych miejscach uplasowały się Dania (+34,2%) oraz uważana jeszcze niedawno za przykład cudu gospodarczego Irlandia (+33,1%). W sumie w ubiegłym roku wskutek bankructw pracę straciło w 17 krajach tej części Europy 1,4 mln ludzi (w 2000 r. 1,1 mln).

- Niemcy ze wzrostem o 18,7% znalazły się wprawdzie w tej klasyfikacji dopiero na miejscu piątym, ale zdecydowanie przodują, jeśli weźmie się pod uwagę liczby bezwzględne - przyznał na łamach "Handelsblatta" dyrektor Creditreform, Helmut Rödl. W tej największej gospodarce Europy Zachodniej odnotowano w ub.r. aż 49,6 tys. przypadków niewypłacalności, w tym 32,4 tys. firm (o blisko 5 tys. więcej niż w 2000 r.). Łączne straty poniesione z tego tytułu w 2001 r. szacowane są na 32,2 mld euro (nieco ponad 27 mld euro rok wcześniej), a pracę straciło 500 tys. ludzi. Za Niemcami znalazły się Wielka Brytania (48 337 bankructw) oraz Francja (36 216, w tym 130 firm o rocznych obrotach przekraczających 100 mln franków).

Jeśli chodzi o podział branżowy, największy wzrost liczby plajt odnotowano w usługach (+37,8%), a następnie w handlu (+28%) oraz budownictwie (+20%).

Zdaniem Helmuta Rödla, nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym okresie sytuacja pod tym względem poprawiła się. Kierowana przez niego agencja szacuje, że liczba plajt w Europie Zachodniej może osiągnąć w br. rekordowy poziom 210 tys. przypadków. - Jeśli chodzi o Niemcy, na koniec 2002 r. można spodziewać się nawet 60 tys. bankructw firm oraz osób indywidualnych, w efekcie czego miejsca pracy straci ok. 550 tys. ludzi - uważa szef Creditreform.