Nasz rynek dość stanowczo opierał się wczoraj spadkom na zagranicznych giełdach, co skłania do postawienia pytania, czy był to jednorazowy wyskok, który przyjdzie z nawiązką odpokutować, czy też trwalsze zerwanie korelacji z rynkami światowymi. W moim odczuciu prawidłowa jest ta pierwsza diagnoza, a wczorajsze zachowanie wynikało z momentu ustanowienia ostatnich maksimów - u nas było to miesiąc później, niż tam i dlatego wiara w trend wzrostowy jest nadal duża. Jednak na dłuższą metę nie da się iść pod prąd, tym bardziej że nasza gospodarka nie jest oazą na mapie światowej stagnacji. Stąd też to, co będzie działo się w najbliższym czasie, będzie zależało od wydarzeń na głównych parkietach, szczególnie w USA. A tam istna plaga złych informacji od enronistis do fiaska planów Busha stymulacji gospodarki, który był jednym z powodów jesienno-zimowych zwyżek.
Warto zwrócić uwagę na słabnącego od początku złotego. Za dolara trzeba już zapłacić ponad 4,20 zł, co jest najwyższą ceną od czterech miesięcy. Można wyrazić obawę, czy aby nie jest to efekt słabnącego eksportu, na co wskazują grudniowe dane o deficycie obrotów bieżących. Mniejszy eksport to mniejsza podaż walut zagranicznych, które wymieniane na rynku stwarzały dodatkową presję aprecjacyjną na złotego. Słabnący eksport może niepokoić, tym bardziej że rządowy program pobudzenia gospodarki nie wspomina w ogóle o możliwości wzrostu nierównowagi na rachunku bieżącym. A przy silnej presji na działania zmierzające do odrodzenia wzrostu PKB, które mogą zaowocować większym importem, perspektywa kolejnych obniżek stóp staje się bardzo mglista. Trzeba czekać na efekty dotychczasowych działań, których na razie nie widać. To może potęgować zwątpienie na rynku i powiększać presję podażową... zwłaszcza że OFE są już znacznie "doważone" akcjami.
Zwróć uwagę na:
Dolar amerykański - przełamanie kilkumiesięcznej linii trendu spadkowego względem złotego wzmacnia średniookresowy trend wzrostowy i zachęca do włączenia się do gry.
Unikaj: