Poinformowanie agencji Reutera o konieczności przeprowadzenia znacznej dewaluacji złotego przed przystąpieniem do unii monetarnej zrobiło w końcu na inwestorach wrażenie. Zaczęli uciekać, a kurs błyskawicznie doszedł do 4,30. Upragniony minikryzysik mamy już za sobą. Wytyczony został, przynajmniej chwilowo, nowy poziom kursu. Może więc teraz warto postawić panu ministrowi kilka pytań?
Po pierwsze - kiedy kwestia sposobu przystąpienia do unii monetarnej została uzgodniona z Narodowym Bankiem Polskim i Komisją Europejską? Bo jeśli - jak można przypuszczać - nie została jeszcze jednak uzgodniona, to czy pan Marek Belka bierze na siebie odpowiedzialność za długofalowe następstwa swojej słownej twórczości? I jaka to jest w końcu opinia: prywatna, stanowisko ministerstwa, stanowisko rządu?
Po drugie - lada chwila przypada termin płatności odsetkowej od naszego długu zagranicznego. Ile kosztuje, na krótką metę, osłabienie złotego akurat w tym momencie? I ile będzie kosztowało w najbliższej przyszłości? Sentyment wśród inwestorów zaczął się pogarszać. Widać to po popycie i rentownościach na ostatniej aukcji obligacji rządowych. Czy zapowiedź deprecjacji złotego za 3-4 lata pomoże zredukować koszt pozyskania przez rząd pieniądza?
Po trzecie - jak pan minister myśli: co zrobią teraz firmy i osoby prywatne obciążone długoterminowym długiem w walutach wymienialnych?
Są różne sposoby werbalnych interwencji na rynku walutowym. Minister finansów wielu już próbował. Ale teraz sięgnął po najgorszą z nich. Kwestia sposobu wprowadzenia złotego do strefy euro jest problemem nie tylko dyskusyjnym z ekonomicznego punktu widzenia, o czym wiadomo już od ładnych paru lat. Jest też problemem o poważnych praktycznych implikacjach dla inwestorów i kredytobiorców, co musi już dziś znajdować odbicie w cenach papierów i decyzjach o walucie kredytu. Dlatego wszelkie luźne wypowiedzi oficjeli na ten temat są absolutnie niedopuszczalne. Co innego, kiedy dewaluację złotego przed uwiązaniem kursu w ramach ERM 2, jako jeden z możliwych wariantów, rozważa profesor ekonomii, a co innego - kiedy zaczyna o tym lekkim tonem gaworzyć wicepremier.