Dlaczego o tym piszę? Bo coraz bardziej męczy mnie przeświadczenie, że przy płytkim - nie zasilanym nowymi emisjami - rynku i przy niskim poziomie free float (odsetka papierów pozostających w wolnym obrocie), wyceny portfeli funduszy emerytalnych i inwestycyjnych są coraz bardziej papierowe. Innymi słowy - ich wartość "likwidacyjna" nijak się ma do tej oficjalnej, wynikającej z kursów rynkowych. I choć cieszy nas to, iż jesteśmy niemal 40% powyżej ubiegłorocznych minimów głównego indeksu, to trudno nie dostrzegać sztuczności wielu wycen.
Jaką wartość mają papierowe, aktualizowane "do rynku", wyceny aktywów funduszy różnego rodzaju? Przy stosunkowo niskiej płynności może okazać się, że niewielką. Zamiana akcji czy nawet obligacji na gotówkę, "skeszowanie" portfela może przynieść wielkie rozczarowanie jego posiadaczowi. Okaże się bowiem, że jego wcześniejsze sny o potędze wynikały wyłącznie z wirtualnych rachunków. Dla w miarę doświadczonego inwestora nie będzie to wielkim zaskoczeniem. Dla klienta funduszu emerytalnego czy inwestycyjnego - mocno niemiłą niespodzianką.
Jasne, zaraz usłyszę, że szukam dziury w całym, bo przecież wycena rynkowa aktywów w przypadku funduszy jest czymś normalnym na wszystkich rynkach. I na wszystkich rynkach, w przypadku części spółek i instrumentów, występuje problem płynności. A co za tym idzie - wątpliwości co do wiarygodności wycen całych portfeli. To wszystko prawda. Ale nie likwiduje to wcale powodu do niepokoju o to, na ile magiczną, a nie realną wartość mają wyceny jednostek rozrachunkowych, czy jednostek uczestnictwa.
Mój niepokój wzrósł istotnie po kilku ostatnich rozmowach dotyczących sposobów "pielęgnacji" wycenianych aktywów. I - być może złośliwych - wspominkach o zaletach pakowania się (a właściwie pieniędzy klientów) w mało płynne instrumenty. Tak, by - po ograniczeniu free float, wynikającym ze skupienia z rynku części walorów - łatwiej było dbać o "odpowiedni" poziom kursu. Przekładający się na równie "odpowiednią" wycenę jednostek. Równie "odpowiednią", co papierową - dodajmy.
Ale spokojnie. Mamy jeszcze kilkanaście lat na rozwiązanie problemu niepłynnego rynku i "zatkanych" portfeli funduszy emerytalnych. Zresztą pewnie problem ów sam się rozwiąże. Konsolidacja i integracja europejskiego rynku kapitałowego na pewno nas nie ominie. Tym samym zniknie być może także problem braku płynności i sztucznej wyceny portfeli. Oczywiście, jeśli wcześniej uda się pozbyć tych papierów, którymi nikt już nie będzie chciał handlować. A to wcale nie będzie takie łatwe. Mam się prawo tym martwić. Nie tylko jako przymusowy klient OFE.