WIG20 otworzył się na wysokości 1364 pkt. i jak na razie jest to jego najwyższa wartość. Teraz ma 6 pkt. mniej, ale trudno po pół godzinie notowań cokolwiek z tego wnioskować. Otwarcie wypadło dokładnie na wysokości, na jakiej przebiega średnioterminowa linia trendu wzrostowego wokół której toczą się sesje w tym tygodniu. W poniedziałek zamknięcie wypadło bardzo blisko niej, ale cała świeca znajduje się powyżej tej prostej. We wtorek i środę ta linia została minimalnie przekroczona, ale sądząc po obrotach nie wywołało to zbytniej nerwowości w szeregach byków. Stąd też sprawa ostatecznego rozstrzygnięcia dla WIG20 pozostaje nadal otwarta. Indeks szerokiego rynku WIG definitywnie pożegnał się ze średniookresową linia trendu i to nas różni od korekty z listopada i grudnia. Wtedy WIG był dużo silniejszy od WIG20.

W moim odczuciu wciąż jest więcej przesłanek wskazujących na dalsze spadki, ale widzę też dużą determinację byków przy obronie wsparć. I nie ma się temu co dziwić, bo ich wyraźne przełamanie będzie miało poważne negatywne konsekwencje dla rynku w perspektywie nadchodzących tygodni.

Nie można nie skomentować zakończenia środowych notowań w USA, bo w przypadku DJIA przyniosło ono dość imponujący wzrost. Tu jednak nie przywiązywałbym większej wagi, a skupił się na tym, jak wygląda Nasdaq, lepiej oddający nastroje na rynkach za oceanem. Przypomnijmy, że trend boczny na DJIA nie przeszkadzał w tym, by bessa spychała ceny akcji na coraz niższe poziomy. A Nasdaq odbił się tyle, ile mógł się odbić, by nie stanowiło to zagrożenia dla trwania trendu spadkowego. Do tego odbicie nastąpiło w ostatnich dwóch godzinach. Jedynie obroty, które były większe, niż dzień wcześniej były pozytywnym sygnałem z tej sesji. Dlatego nie ma powodów, by zmieniać zdanie o parkietach w USA, gdzie ryzyko dalszych zniżek jest dużo większe, niż trwałego wzrostu.

Krzysztof Stępień

Analityk Parkietu