W pierwszych transakcjach za USD płacono 4,176 zł, za euro 3,63 zł, odpowiadało to 9,8% powyżej starego parytetu. Od razu przeważyła podaż i po pół godziny byliśmy na 9,65%. Dolar podrożał o 0,7 grosza, wspólna waluta o 0,6 grosza. Potem dominowały zlecenia kupna, złoty umacniał się, jednak bardzo powoli. Około południa mieliśmy 4,173 zł i 3,634 zł, czyli 9,75%. Po południu nie było dużych zmian. Kursy zamknięcia to 4,173 zł i 3,634 zł, a więc 9,75%.
W czwartek opublikowane zostały dane o styczniowym bezrobociu. Już w pierwszym miesiącu roku dotarliśmy do 18%. W grudniu mieliśmy 17,4-proc. bezrobocie. Mniej więcej takiej wielkości spodziewali się analitycy. Najbliższe dwa miesiące przyniosą zapewne dalszy wzrost bezrobocia, choć nie powinien on być już tak znaczny, jak w styczniu. Potem rozpocznie się okres prac sezonowych (budownictwo, rolnictwo), ale koniec roku znowu może oznaczać dość wyraźne pogorszenie sytuacji. Przekroczenie 20% jest niestety bardzo prawdopodobne.
W piątek żadne ważne dane makroekonomiczne nie zostaną opublikowane. Zaobserwujemy zapewne jedynie zamykanie pozycji przed weekendem.
Przyszły tydzień będzie interesujący. Nie mam tu jednak na myśli posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej, wszyscy są bowiem zgodni co do tego, że zmian stóp procentowych nie będzie. Do takiego wniosku skłaniają nas zresztą wypowiedzi członków Rady. Ciekawe może być natomiast to, jak zareagują rząd i partie koalicyjne. Będzie to miało wpływ na rynki finansowe. Będziemy również z uwagą czekać na czwartkowe dane o rachunku obrotów bieżących.
Deficyt handlowy spadł w grudniu w USA do 25,3 mld USD, analitycy oczekiwali 28,3 mld USD, poprzednio mieliśmy 27,9 mld USD. Poza tym okazało się, że wzrosła liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych (wzrosła bardziej, niż oczekiwali analitycy). Nie zaobserwowaliśmy jednak zmian na rynku eurodolara.