Około 13.30 byki zorientowały się, że linia trendu łącząca na wykresie dziennym dołki z 8 października i 2 stycznia może zostać po raz kolejny obroniona. Od tego czasu napór popytu systematycznie wzrastał, czego bezpośrednim skutkiem była chwilowa panika podażowej strony rynku, co przełożyło się na skokowy, spadek liczby otwartych pozycji aż o 600 oraz na wyzerowanie bazy. I gdy wydawało się, że zwyżka zatrzyma się na poziomie 62-procentowego zniesienia spadków z czwartku i piątku (1346 pkt.), byki, zachęcone doskonałym początkiem sesji w Nowym Jorku, przystąpiły do kolejnej ofensywy (której kulminacją był końcowy fixing), znosząc spadki z końca ubiegłego tygodnia w 100 procentach, czemu towarzyszyło "przekręcenie" bazy na lekki plus i dalsza obniżka LOP.
Uważam jednak, że nie warto popadać w zbytni optymizm, choć kontraktom udało się pokonać kilkudniową linię trendu spadkowego. To, co najmniej wiarygodne w tej zwyżce, to wielkość obrotu wygenerowanego na wzroście, którego motorem były zamykające swe pozycje niedźwiedzie. Jakkolwiek nie da się zignorować doskonałego sygnału zakupu z dziennego wykresu świecowego (duży biały korpus, trzydniowa formacja kupna oraz przełamanie trendu spadkowego). Czy nie będzie to jednak kolejna zwodnicza sesja byków? Jeśli w USA nic złego się nie zdarzy, to wysokie otwarcie jest pewne. Pytanie tylko, co dalej? Pierwszy opór to 1387, kolejny to 1406 pkt.