Reklama

Pasywność zabija

Publikacja: 28.02.2002 08:28

- Co to znaczy środowisko rynku kapitałowego? Kim są ludzie tego rynku? O kim my w ogóle mówimy? - pytał mnie jeden z polityków w czasie mocno nieformalnej rozmowy. Z punktu widzenia mojego rozmówcy, widoczna jest bowiem garstka VIP-ów i "aktywistów", udzielających się publicznie od lat. Rozmowa uświadomiła mi, że szeroko rozumiane "środowisko polskiego rynku kapitałowego" pozostaje bierne i rozlazłe. Co jest polityką samobójczą. O swoje interesy, zresztą zbieżne z interesami gospodarki, trzeba walczyć agresywnie. A nie udawać strusia i bawić się w dworskie gierki.

Strach przed narażeniem się przełożonym i VIP-om, obawa przed spaleniem ciepłych układów, ogólnie niekomfortowa sytuacja towarzyska tych, którzy ośmielają się "wychylać" - tak, to wszystko prawda. Ale bierność szerzej rozumianego środowiska jest naprawdę zaskakująca. Rynek nie ma się najlepiej. Gałąź, na której wszyscy siedzimy (a raczej balansujemy), trzeszczy niemiłosiernie. Od czasu do czasu ktoś z niej spada, czasem razem z całą swoją firmą. A reszta - poza narzekaniem, jakich to ma słabych reprezentantów i lobbystów - nie robi publicznie nic. Efekt jest taki, że lobby rynku kapitałowego ogranicza się do niewielkiej grupy osób, z których część zresztą bardziej gra na przetrwanie na swoich zagrożonych z różnych względów stanowiskach. Wspomniane wcześniej pytanie polityka o to, kim są właściwie ludzie rynku, jest więc zasadne. Bo środowiska na zewnątrz praktycznie nie słychać i nie widać. Analitycy i komentatorzy, maklerzy i doradcy, zarządzający portfelami i traderzy, menedżerowie instytucji, a pewnie nawet i sami inwestorzy - to wciąż świat obcy "normalnemu" Polakowi. Co musi prowadzić do ignorowania interesów rynku przez wielu decydentów i do zgłaszania pomysłów groźnych dla jego funkcjonowania (vide: brutalne pomysły podatkowe, sprawiające wrażenie wręcz prymitywnych ekonomicznie przez brak preferencji dla inwestycji długoterminowych).

Instytucje infrastrukturalne rynku od lat kierowane są przez wyjątkowo stałą - jak na warunki polskie - grupę osób. Co ma zarówno dobre, jak i złe strony. Ale nie o nich - tym razem - mowa. Bardzo dużo zastrzeżeń można mieć do działalności instytucji "oddolnych" o charakterze samorządowym: Izby Domów Maklerskich (IDM), Stowarzyszenia Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych (STFI) i Związku Maklerów i Doradców (ZMiD). Oto dlaczego:

IDM - pomysł likwidacji funkcji etatowego prezesa Izby okazał się chyba mało udany. Poprzedni etatowy wieloletni prezes, Krzysztof Wantoła, przez niektórych uważany za nawiedzonego, niewygodnego narwańca miał tę cechę, że było go widać (co jest ważne!). Robił także dużo szumu wokół trudnych spraw (za co pewnie ponosi teraz konsekwencje, bo - jak powie złośliwiec - "doigrał się"). Od wielu miesięcy Izba jest tak grzeczna i cicha, że właściwie jej nie widać. Jeśli to świadoma strategia jej członków i zarządu, to muszę przyznać, że i mało efektywna. A zgłoszony ostatnio pomysł ulg podatkowych dla spółek publicznych jest tyle atrakcyjny, co nierealny i spóźniony. O lata zresztą.

ZMiD - Związek nie może wciąż opierać się na indywidualnej aktywności jego szefa Krzysztofa Grabowskiego. Musi mieć zdecydowanie szersze wsparcie. Maklerzy i doradcy, którzy na Związek się boczą (z tekstami typu "nie będziemy płacić składek na Grabowskiego"), powinni się zastanowić, kto usiłuje bronić ich interesów. Bo poza ZMiD - nikt.

Reklama
Reklama

STFI - cóż, co najmniej kilkakrotnie zwracałem uwagę, że lobbying funduszy inwestycyjnych, mimo wysiłków takich osób, jak Dorota Winczewska, praktycznie nie istnieje. Sprawne (przynajmniej w przeszłości) działania marketingowo-pijarowskie poszczególnych towarzystw (np. Skarbca, PKO/Credit Suisse czy Pioneera) nie łatają luki, jaką stworzyła bierność STFI (sporadyczne konferencje prasowe sprawy nie załatwiają!). Trzymam kciuki za Piotra Dziewulskiego, choć z przykrością muszę zauważyć, że ostatnich poczynań STFI po prostu nie rozumiem. W sytuacji, w której tysiące klientów nie wiedzą, jak i czy naliczany będzie w końcu podatek od dochodów kapitałowych, powściągliwość i enigmatyczność wyjaśnień STFI budzi zdumienie. Oczywiście, jeszcze większe zdumienie budzi brak klarownych wyjaśnień ze strony resortu finansów. Co wcale nie tłumaczy zachowania STFI.

Uff. To mi się teraz dostanie. Ale trudno. Jest mi strasznie przykro, ale wielu moich kolegów swoją działalność publiczną ogranicza do krytykowania (najchętniej przy i po piwie) działalności WYBRANYCH przez siebie reprezentantów. Moja skromna rada jest taka, żeby ŚRODOWISKO puknęło się wreszcie w czoło i zaczęło interesować się własną branżą, tą gałęzią, na której siedzi. Jeśli narzekacie na swych reprezentantów i politykę SWOICH grup lobbyingowych, to miejcie odwagę zrobić to publicznie. I zaproponować KONSTRUKTYWNĄ ALTERNATYWĘ. Jeśli uważacie, że rynek się powoli i na naszych oczach zapada, to zaproponujcie jak owo zapadanie powstrzymać. Działajcie, a nie patrzcie, jak kolejni koledzy, razem ze swoimi firmami, spadają z gałęzi. W kuluarach i szeptem nie zostawiacie suchej nitki na władzach Giełdy, Komisji czy KDPW. Ale zwykle na owej stosunkowo łatwej i anonimowej połajance się kończy. Rzeczą absurdalną jest natomiast skryte potępianie w czambuł wszystkiego, co ośmielają się publicznie powiedzieć ludzie, którzy rynkiem żyją, np. Krzysztof Wantoła, Andrzej Madej czy Krzysztof Grabowski. Nie ma ludzi nieomylnych. Ale błędów nie popełniają tylko ci, którzy nic nie robią. I nie podejmują ryzyka publicznego napiętnowania i krytyki.

- A może mi Pan jeszcze powie, po co nam w ogóle rynek kapitałowy? - pytanie polityka było zadane żartem. Ale mnie zmroziło. Osoba, która pytała, doskonale wie po co nam (wszystkim, nie tylko naszemu wąskiemu środowisku) rynek kapitałowy. Ale dla wielu "normalnych" osób nawet samo pytanie może być nadzwyczaj zawiłe. Bo przecież nie wiedzą, że coś takiego, jak rynek kapitałowy w ogóle istnieje. Za co wielką winę ponosi nasze środowisko. Nie umiejące wciąż walczyć agresywnie o interesy rynku. Reprezentowane od lat przez tych samych ludzi. Których zresztą - głównie kuluarowo - bezlitośnie krytykuje. Na razie nie wynika z tego nic więcej, poza gadaniem. Środowiskowym, rzecz jasna.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama