Na początku mijającego tygodnia WIG wybił się górą z formacji klina zniżkującego. Jej górne ramię biegło przez szczyty z 14 i 21 lutego, a dolne przez dołki z 8, 20 i 22 lutego. Był to pozytywny sygnał. Później nastąpił ruch powrotny, sięgający połowy poniedziałkowego białego korpusu. Piątkowy wzrost sugeruje zakończenie ruchu powrotnego i dalszą zwyżkę. Istnieje jednak drugi wariant, przynajmniej równie prawdopodobny. W drugiej połowie lutego WIG przełamał główną linię trendu wzrostowego, biegnącą na wykresie logarytmicznym przez dołki z 8 października i 14 grudnia. Do tej pory nie powrócił nad nią, a wtorkowy lokalny szczyt wypadł dokładnie na jej poziomie. Ostatnie wzrosty mogą więc okazać się ruchem powrotnym do tej linii, po zakończeniu którego należałoby oczekiwać głębokiego spadku. To, który z wymienionych wariantów doczeka się realizacji, będzie zależało od zachowania indeksów w trakcie najbliższych sesji. Jeśli tak jak podczas piątkowej sesji dynamika wzrostów będzie stopniowo się zwiększać, to w skrajnym przypadku może nastąpić nawet atak na styczniowy szczyt. Jeżeli natomiast wzrosty będą niemrawe i poprzetykane stosunkowo głębokimi korektami, to grozi nam poważne załamanie rynku. Uważam drugi wariant za bardziej prawdopodobny.