Duży piątkowy wzrost indeksu Dow Jones i doskonały nastrój, jaki po nim pozostał, spowodował, iż już na otwarciu notowań kontrakty na WIG20 zwyżkowały aż o 24 pkt. Motorem wzrostu była strona podażowa, w panice zamykająca stratne pozycje. Później było już w zasadzie tylko gorzej. Niepewny rynek kasowy nie zachęcał do dalszych zakupów, a i rynki zachodnie, po pierwszych silnych wzrostach, zaczęły powoli acz konsekwentnie opadać.
Wzrostowy początek sesji był na pewno po części skutkiem znacznego polepszenia wyglądu wskaźników technicznych. Mam na myśli przede wszystkim MACD, który nie dość, że obronił wzrostową linię trendu, to jeszcze błyskawicznie powrócił ponad poziom równowagi, generując przy tym bardzo silny sygnał kupna. Choćby na tej podstawie można wysnuć wniosek, że w średnim terminie byki nie poddadzą się tak łatwo, a obrona linii trendu wzrostowego (z jaką mieliśmy do czynienia ponad tydzień temu) tylko je w tym przekonaniu utwierdziła.
Na razie jednak mamy do czynienia z ewidentną krótkookresową porażką byków. Bo, mimo że sesja kończy się minimalnym wzrostem, to jednak wrażenie, jakie po niej pozostało, jest jednoznacznie złe. Opór na wysokości 1406 pkt. okazał się wystarczająco silny. Z kolei wsparciem stała się ubiegłotygodniowa bariera na wysokości 1387 pkt. Warto zwrócić uwagę na poniedziałkowe silne wahania liczby otwartych pozycji - najpierw od rana pięła się ona w górę (o około 1150 pozycji, do poziomu zbliżonego do piątkowego zamknięcia), by wraz z paniką byków pod koniec sesji spaść o ponad 600 pozycji.