Jeśli ktoś jest wystarczająco uparty, to, po wielokrotnym użyciu dźwigni, za którymś razem może doczekać się nagrody - posypie się deszcz brzęczących monet. Zdarza się to jednak dość rzadko. Na ogół szarpanie dźwignią kończy się dla gracza fatalnie - traci wszystkie pieniądze i staje się bankrutem. Temu mechanizmowi gra zawdzięcza swą poetycką nazwę.
Na szczęście gospodarka jest mechanizmem znacznie bardziej skomplikowanym i dającym więcej szans na wygraną. Na nieszczęście wielu naszych posłów i polityków o tym nie wie lub nie chce wiedzieć, domagając się uparcie wciąż tego samego - dźwignia w ruch, bo zginiemy!
Oczywiście, rząd wie, że trzeba mieć jakiś program gospodarczy i niedawno jego założenia ogłosił. Niektórym się podobało, niektórym nie. Warto jednak zwrócić uwagę na interesujące analogie programu premiera Millera z polityką gospodarczą Clintona, jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało. Po wygraniu wyborów w 1992 r. Bill Clinton zapowiedział wzrost aktywności rządu w rozwiązywaniu problemów gospodarki. Jednocześnie zapewniał, że ma to być rząd mniejszy i bardziej efektywny niż poprzedni. Priorytetem miało być stworzenie warunków do długofalowego wzrostu gospodarczego i poprawy standardu życia Amerykanów, między innymi zahamowanie spadku płac realnych oraz wzrostu bezrobocia. Clinton, podobnie jak Miller, chciał cele te osiągnąć poprzez inwestycje, zarówno publiczne, jak i prywatne. Oczywiście, na inwestycje potrzebne są pieniądze. Jednak obaj odziedziczyli po swych poprzednikach spore deficyty budżetowe i opłakany stan finansów i gospodarki. W 1990 r. PKB Stanów Zjednoczonych wzrósł o nędzne 1,8%, w 1991 r. zaś obniżył się o 0,5%, mimo trwającej niemal 10 lat serii obniżek stóp procentowych przez Fed - efekt jednorękiego bandyty. Warto przypomnieć, że my także jesteśmy w trakcie serii obniżek stóp (choć słuchając politycznych debat można odnieść wrażenie, że jest wręcz przeciwnie). I tu analogie zaczynają zanikać.
Amerykański prezydent, jako człowiek nie mający złudzeń w kwestiach finansowych, źródła pieniędzy na inwestycje upatrywał w drastycznej redukcji deficytu budżetowego oraz poprawie struktury budżetu (jeszcze jedno podobieństwo do naszej sytuacji - dużą jego część stanowiły wydatki sztywne, związane przede wszystkim z ubezpieczeniami zdrowotnymi i obsługą długu publicznego). Oczywiście, redukcję deficytu planowano osiągnąć zarówno poprzez ograniczenie wydatków, jak i wzrost dochodów podatkowych (przede wszystkim przez zwiększenie podatków dla najbogatszych; w spokoju pozostawiono klasę średnią).
Premier Miller z wicepremierem Belką zamierzają zaś stosować "inżynierię finansową", cokolwiek miałoby to znaczyć. Założenie jest więc takie, że jeśli wystąpi zakładany wzrost gospodarczy, to deficyt budżetowy będzie się zmniejszał. Jeśli zaś stagnacja będzie trwać nadal, koalicja nie zawaha się zwiększyć deficytu budżetowego, a o elastycznym stosunku do inflacji słyszeliśmy już wcześniej. Dlatego w tym przypadku rządowi tak bardzo potrzebne są dalsze radykalne obniżki stóp. To one mają dać impuls, bo przecież samą inżynierią, nawet finansową, niewiele da się zwojować. Różnica w podejściu do pobudzania gospodarki między USA i Polską staje się więc wyraźnie widoczna. Amerykanie mówią - jeśli będziemy mieć pieniądze, to będziemy się rozwijać, Polacy (nie wszyscy) twierdzą: jeśli nie będziemy się rozwijać, to będziemy wydawać więcej, niż mamy. Dotąd, aż zaczniemy się rozwijać. A w tym czasie, oczywiście, oczekujemy dalszego częstego pociągania dźwigni z napisem stopy procentowe. Clinton wiedział jednak, że zwiększenie inwestycji może się dokonać jedynie przez zmniejszenie i restrukturyzację wydatków, redukcja deficytu i zmniejszenie zadłużenia publicznego prowadzić zaś będzie do obniżenia ceny pieniądza i spowoduje, że państwo nie będzie konkurowało o środki z przedsiębiorcami.Czy Clinton nie domagał się obniżek stóp? Oczywiście, że tak. Czy Greenspan stopy obniżał, gdy od 1992 r. gospodarka amerykańska powróciła na ścieżkę wzrostu? Oczywiście, że nie. Doprowadził w ciągu siedmiu lat do ich wzrostu z 3 do 6%, a więc o 100%! Czy Clinton zwracał się do Senatu, by podjął uchwałę potępiającą Fed? Czy gospodarka amerykańska, mając tak zdrowe podstawy, przejęła się podwyżkami stóp? Rosła dynamicznie przez dziewięć lat, z czego pięciokrotnie tempo wzrostu PKB przekroczyło 4%. Oczywiście, Polska to nie Ameryka. U nas nie może być tak samo. W razie czego zwiększy się deficyt, zatrudni inżynierów od finansów... I, oczywiście, jednorękiego bandytę.