Reklama

Przeszłość daje o sobie znać

Publikacja: 08.03.2002 07:24

Pod koniec lutego został Pan odwołany przez radę nadzorczą ze stanowiska prezesa Apeximu. Spółka nie poinformowała o powodach tej decyzji. Czym kierowała się rada?

Podtrzymam dobry obyczaj i nie będę przekazywał informacji, które mają charakter poufny i dotyczą formalnych aspektów mojego rozstania ze spółką. Mogę natomiast powiedzieć, jakie było według mnie faktyczne tło tego zdarzenia.

Sprawą zasadniczą były zarysowujące się coraz ostrzej różnice w poglądach. Ja uważałem, że to zarząd powinien decydować o działaniach spółki i realizować przyjętą strategię. Główny akcjonariusz zaś ma głos istotny (a czasami decydujący), gdy chodzi o ustalenia tej strategii w formie uchwał przyjmowanych przez odpowiednie organa spółki. Ta kardynalna zasada jest szczególnie ważna w sytuacjach ekstremalnych, np. wtedy, kiedy firma złożyła wniosek o wszczęcie postępowania układowego. Rozbieżności między mną a panem Andrzejem Rybkowskim (główny akcjonariusz i przewodniczący rady nadzorczej - przyp. T.M.) na tym tle od pewnego czasu narastały, co prowadziło ostatecznie do otwartego konfliktu.

Moim zdaniem, w obecnej sytuacji Apeximu najważniejsza jest ochrona interesów wierzycieli. Nawet kosztem pewnych priorytetów akcjonariuszy. Pan Rybkowski patrzył na to z innej perspektywy i trochę inaczej rozkładał akcenty. Tymczasem nie może być najmniejszych wątpliwości co do intencji, jakie przyświecają działalności spółki przed rozstrzygnięciem sprawy dla niej kluczowej, czyli wydaniem postanowienia o wszczęciu układu i głosowaniem nad nim.

Dla mnie realizacja tego celu była absolutnym priorytetem. Jest to jedyna szansa uratowania Apeximu. Jakikolwiek ruch, który mógłby nawet okazać się w dłuższym okresie korzystny ze względów prawnych czy ekonomicznych, a dzisiaj mógłby wywołać negatywne reakcje wierzycieli, jest bardzo niebezpieczny. Proszę pamiętać, że w sądzie jest złożonych kilka wniosków o upadłość Apeximu i nie jest powiedziane, że pozostali wierzyciele nie przyłączą się do tych wniosków. Wtedy może się okazać, że układu nie da się przeprowadzić.

Reklama
Reklama

Dziś sytuacja spółki jest szczególna. Jest ona pod dokładną obserwacją i uważam, że akcjonariusze muszą uznać prymat wierzycieli nad swoimi interesami. Nie może tu być równowagi, a już na pewno - przewagi interesów akcjonariuszy. W takim wypadku nie uda się przekonać wierzycieli do pozytywnego zakończenia układu. A bez układu spółka nie wytrzyma naporu wierzycieli i zbankrutuje. Do tego czasu bezwzględnie musi obowiązywać zasada, że to zarząd decyduje o działaniach, jakie mogą być podejmowane w tym szczególnym okresie. Jest to ryzyko zarządu.

W takim razie jakie były oficjalnie postawione Panu zarzuty?

Były one całkowicie bezzasadne i miały na celu uniknięcie wypłaty odszkodowania za zerwanie umowy. Obecnie próbujemy osiągnąć porozumienie. Mam nadzieję, że to się uda. Jeśli nie - nastąpi eskalacja konfliktu z mojej strony i pewnie spotkamy się w sądzie.

Obejmował Pan stery Apeximu półtora roku temu. Jak wtedy wyglądała sytuacja w spółce?

Miałem trzy tygodnie na zapoznanie się z bieżącą sytuacją spółki. Po przejrzeniu dokumentów finansowych i rozmowach z pracownikami wyrobiłem sobie pewien pogląd na jej sytuację. Jednym z pierwszych ruchów, jakie wykonałem, była zmiana audytora. Musiałem się jednak opierać na dokumentach zastanych w firmie. W takiej sytuacji przyjmuje się oczywiście pewien margines bezpieczeństwa. Tak naprawdę jednak dopiero po 6-12 miesiącach można uzyskać realny obraz sytuacji.

Szczerze powiem, że spodziewałem się, że firma wymaga dużej pracy i wysiłku, ale rzeczywistość wielokrotnie przerosła moje wyobrażenia. Przede wszystkim struktura Apeximu była bardzo skomplikowana ze względu na spółki zależne. Dlatego odkrywałem karty po kolei. Gigantyczna rezerwa na koniec 2000 r., półtora raza większa niż przychód, świadczy o skali zjawiska. Włożyliśmy olbrzymi wysiłek, żeby spółka stała się przejrzysta. Bez wiedzy, którą my, jako osoby kierujące spółką, posiedliśmy i ujawniliśmy, inwestorzy kupowaliby kota w worku.

Reklama
Reklama

Nieszczęście polega na tym, że o ile zapasy, należności czy udziały można oszacować, o tyle nie do oszacowania są negatywne konsekwencje ewentualnych decyzji władz skarbowych korygujących wstecz zobowiązania podatkowe, zwłaszcza jeśli chodzi o VAT. Bez uprawnień urzędu skarbowego, dokonanie takich korekt w odpowiednim terminie jest niemożliwe. Polskie prawo jest tak skonstruowane, że niestety w tego typu przypadkach konsekwencje ponosi spółka, a dopiero potem może ona dochodzić swoich praw u tego, kto faktycznie zawinił, czyli u nieuczciwego kontrahenta. Korekty deklaracji VAT-owskich spowodowały poważny wypływ i tak skromnych środków finansowych firmy.

Zdarzenia z przeszłości są cały czas pewnym elementem ryzyka dla Apeximu. Pozostałe kwestie w zasadzie zostały opanowane. Może należałoby jeszcze uporządkować do końca sprawy związane z mieszaniem się interesów akcjonariuszy i spółki - chodzi np. o transakcje opcyjne. Nie jest to tylko specyfika polska. Często zdarza się, że główni akcjonariusze traktują majątek spółki niemal jak swój. Pozostaje oczywiście kwestia skali. W przypadku spółki publicznej jest to szczególnie widoczne.

2000 r. Apexim zakończył stratą w wysokości prawie 100 mln zł. Było to wynikiem czyszczenia struktury spółki ze wszystkich zaszłości. W 2001 r. Apexim miał wejść z czystym kontem. Skąd w takim razie 25 mln zł straty na koniec ub.r.?

Uważam, że za mojej kadencji miałem więcej sukcesów niż porażek. Przede wszystkim w ub.r. udało się osiągnąć większą o 10% sprzedaż (ponad 68 mln zł) i cztery razy większy niż rok wcześniej zysk na sprzedaży, który ostatecznie w 2001 r. sięgnął blisko 11 mln zł. Poziom kosztów zarządu i kosztów sprzedaży został zredukowany prawie o 50%, do ok. 14 mln zł. W tak trudnej sytuacji spółki wyniki należy uznać za sukces.

Natomiast nie udało mi się zamknąć transakcji sprzedaży nieruchomości. Można to oczywiście traktować jako brak skuteczności, ale należy wziąć również pod uwagę czynniki obiektywne. W momencie gdy obejmowałem firmę, nikt nie spodziewał się tak gwałtownej zapaści na rynku nieruchomości.

Jeśli chodzi o stratę w 2001 r., proszę zwrócić uwagę na fakt, że wynik na poziomie operacyjnym wyniósł minus 6 mln zł. Do tego, niestety, doszła kwestia utworzenia kolejnych rezerw. Nie byliśmy bowiem w stanie przewidzieć takich niespodzianek, jak zobowiązania podatkowe z 1997 r. i 1998 r. Pozostała część to koszty finansowe, które narosły ze względu na nierozliczenie transakcji sprzedaży biurowca. Należy również pamiętać, że spółka nie ma żadnych istotnych wewnętrznych zasobów, które pozwalałyby jej na rozwój nowych, wysokomarżowych produktów.

Reklama
Reklama

Jakie, Pana zdaniem, są szanse na uratowanie Apeximu?

Duże. Potrzebni są do tego oczywiście nowi akcjonariusze. Żeby ich jednak pozyskać, trzeba przeprowadzić postępowanie układowe. Mimo że nie pracuję już w Apeximie, zapewniłem zarówno obecny zarząd, jak i akcjonariuszy, że o ile zechcą skorzystać z mojej pomocy, służę swoją wiedzą i kontaktami, by ten cel osiągnąć. Przykład Netii pokazuje, że przy rozsądnym programie wierzyciele są skłonni postępować racjonalnie. Muszę jednak być pewny, co druga strona chce osiągnąć.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama