Pod koniec lutego został Pan odwołany przez radę nadzorczą ze stanowiska prezesa Apeximu. Spółka nie poinformowała o powodach tej decyzji. Czym kierowała się rada?
Podtrzymam dobry obyczaj i nie będę przekazywał informacji, które mają charakter poufny i dotyczą formalnych aspektów mojego rozstania ze spółką. Mogę natomiast powiedzieć, jakie było według mnie faktyczne tło tego zdarzenia.
Sprawą zasadniczą były zarysowujące się coraz ostrzej różnice w poglądach. Ja uważałem, że to zarząd powinien decydować o działaniach spółki i realizować przyjętą strategię. Główny akcjonariusz zaś ma głos istotny (a czasami decydujący), gdy chodzi o ustalenia tej strategii w formie uchwał przyjmowanych przez odpowiednie organa spółki. Ta kardynalna zasada jest szczególnie ważna w sytuacjach ekstremalnych, np. wtedy, kiedy firma złożyła wniosek o wszczęcie postępowania układowego. Rozbieżności między mną a panem Andrzejem Rybkowskim (główny akcjonariusz i przewodniczący rady nadzorczej - przyp. T.M.) na tym tle od pewnego czasu narastały, co prowadziło ostatecznie do otwartego konfliktu.
Moim zdaniem, w obecnej sytuacji Apeximu najważniejsza jest ochrona interesów wierzycieli. Nawet kosztem pewnych priorytetów akcjonariuszy. Pan Rybkowski patrzył na to z innej perspektywy i trochę inaczej rozkładał akcenty. Tymczasem nie może być najmniejszych wątpliwości co do intencji, jakie przyświecają działalności spółki przed rozstrzygnięciem sprawy dla niej kluczowej, czyli wydaniem postanowienia o wszczęciu układu i głosowaniem nad nim.
Dla mnie realizacja tego celu była absolutnym priorytetem. Jest to jedyna szansa uratowania Apeximu. Jakikolwiek ruch, który mógłby nawet okazać się w dłuższym okresie korzystny ze względów prawnych czy ekonomicznych, a dzisiaj mógłby wywołać negatywne reakcje wierzycieli, jest bardzo niebezpieczny. Proszę pamiętać, że w sądzie jest złożonych kilka wniosków o upadłość Apeximu i nie jest powiedziane, że pozostali wierzyciele nie przyłączą się do tych wniosków. Wtedy może się okazać, że układu nie da się przeprowadzić.