Reklama

Rok odchudzonych portfeli

Zarówno szefowie amerykańskich przedsiębiorstw, jak i ich podwładni zarobili w 2001 roku znacznie mniej niż rok wcześniej. Od tej wymuszonej recesją reguły daje się jednak dostrzec pewne wyjątki.

Publikacja: 08.03.2002 08:11

Z badań przeprowadzonych przez nowojorską firmę konsultingową M. Mercer Inc. na zlecenie "Wall Street Journal" wynika, że dyrektorzy generalni w znakomitej większości amerykańskich przedsiębiorstw zapamiętają 2001 rok jako okres, w którym po dwunastu latach stabilnego wzrostu zmniejszyły się ich wynagrodzenia. Mercer analizował raporty o zarobkach kadry menedżerskiej przekazane amerykańskiej komisji papierów wartościowych i giełd (SEC) przez 100 notowanych na giełdzie przedsiębiorstw dużej wielkości, których lata obrachunkowe pokrywają się z kalendarzowymi. W późniejszym terminie Mercer zamierza objąć badaniami 250 kolejnych firm.

Mniejsze pensje i premie

Z badań Mercera wynika, że podstawowe zarobki oraz premie dyrektorów generalnych dużych spółek spadły w 2001 roku średnio do 1,24 miliona USD i były o 2,9% mniejsze w porównaniu z poprzednim rokiem. Całkowite zarobki dyrektorów generalnych, zawierające oprócz wymienionych uprzednio także inne składniki, a przede wszystkim opcje na akcje, spadły w ubiegłym roku średnio do 2,16 miliona dolarów i były o 10,2% mniejsze w stosunku do poprzedniego roku. Tymczasem zyski kierowanych przez nich firm spadły w tym okresie o 13%. Mercer stwierdza, że 59 ze 100 uwzględnionych w badaniach firm albo znacznie zredukowało premie dla dyrektorów generalnych, albo w ogóle ich nie wypłaciło.

Natomiast w datowanym na 5 marca 2002 roku oświadczeniu dla prasy nowojorska firma konsultingowa Pearl Meyer & Partners stwierdza, że w największych firmach zarobki dyrektorów generalnych za ubiegły rok wynosiły średnio 10,46 milionów dolarów i w porównaniu z 2000 rokiem zmniejszyły się o 4%. Na spadek wynagrodzeń wpłynęły przede wszystkim mniejsze premie oraz niższa wartość opcji na akcje. Jedynym składnikiem wynagrodzenia dyrektorów generalnych, który wzrósł, były płace podstawowe - średnio o 5%, do 1,19 miliona dolarów. Pearl Meyer uzyskał swoje wyniki na podstawie analizy raportów 50 firm z różnych gałęzi gospodarki, których ubiegłoroczne obroty wyniosły średnio 27 miliardów dolarów.

Kto stracił, kto zyskał

Reklama
Reklama

Zarobki dyrektorów generalnych w 2000 roku "żyły własnym życiem", bez związku z zyskami, zresztą spadającymi, kierowanych przez nich firm. Działo się tak w Staples, Amazon.com, Microsofcie, Qualcomm, Sprincie i wielu innych firmach. Dlatego spadek płac w 2001 roku - procentowo mniej więcej odpowiadający zmniejszającym się zyskom przedsiębiorstw - należy uznać za przywrócenie zasad zdrowej logiki w wynagradzaniu kadry menedżerskiej.

Ubiegły rok zostawi bolesną pustkę w portfelach dyrektorów generalnych i zapewne również szeregowych brokerów na Wall Street. Zyski firm inwestycyjnych zmniejszyły się w ubiegłym roku o 51%. Całkowite zarobki Henry Paulsona, dyrektora generalnego Goldman Sachs, spadły w 2001 roku o 16%, do 18,9 miliona dolarów. Otrzymał on 600 tysięcy dolarów podstawowej pensji, opcje na akcje o wartości około 6,8 miliona dolarów oraz premie i dodatki. Spadkowi wynagrodzenia nie można się dziwić: Goldman Sachs zarobił w ubiegłym roku 2,31 miliarda dolarów - o 840 milionów (26%) mniej niż rok wcześniej, głównie z powodu dramatycznego spadku dochodów działu bankowości inwestycyjnej. Akcje firmy straciły w 2001 roku 13% na wartości.

Philip Purcell, dyrektor generalny Morgan Stanleya, zarobił w ubiegłym roku 7,6 miliona dolarów - o pięć milionów mniej niż rok wcześniej. Jego podstawowe wynagrodzenie wyniosło 775 tysięcy dolarów, do czego doszły opcje na akcje o wartości 3,3 miliona dolarów oraz premie. W 2001 roku zysk Morgan Stanleya wyniósł 3,6 miliarda dolarów i był prawie o 2 miliardy mniejszy niż rok wcześniej. Kurs akcji tej instytucji spadł w ubiegłym roku o 29%.Podstawowa pensja Richarda Fulda, dyrektora generalnego Lehman Brothers, wyniosła w ubiegłym roku 750 tysięcy dolarów i nie zmieniła się w porównaniu z 2000 rokiem. Jego całkowite zarobki - łącznie z premią i opcjami na akcje - wyniosły 16,1 milionów dolarów. W porównaniu z 2000 r. zmniejszyły się o 8,1 miliona dolarów.

Szczodra Coca-Cola

Nie wszystkie firmy zdecydowały się na gnębienie dyrektorów generalnych. W ubiegłym roku podstawowa pensja Douglasa Dafta, dyrektora generalnego Coca-Coli, wzrosła o 18%, do 1,5 miliona dolarów, a premie o 17%, do 3,5 miliona dolarów. Najważniejszym składnikiem zarobków Dafta były przyznane mu przez radę nadzorczą opcje na akcje, których wartość można oszacować na 153 miliony dolarów. Wynagrodzenie Dafta powiększyły różne dodatki, np. 104 tysiące dolarów na pokrycie kosztów obsługi oddanego mu do wyłącznej dyspozycji samolotu oraz 112 tysięcy dolarów, którymi zasilono jeden z jego planów emerytalnych. Całkowite zarobki Dafta wyniosły w ubiegłym roku 200 milionów dolarów. W przekazanym SEC uzasadnieniu rada nadzorcza Coca-Coli stwierdza, że wysokość apanaży Dafta jest logiczną konsekwencją jego "wysoce efektywnego przywództwa oraz posiadania wizji biznesowej w skomplikowanym otoczeniu rynkowym". Analitycy szacują, że w 2001 roku udział Coca-Coli tylko w rynku napojów chłodzących zmniejszył się o 0,4%, do 43,7%. Natomiast główny rywal, PepsiCo, umocnił swoją pozycję na tym rynku o 0,2%, do 31,6%. Kurs akcji Coca-Coli spadł w ubiegłym roku o 22%, bardziej niż S&P 500, który stracił 12%. Tymczasem akcje PepsiCo spadły w ubiegłym roku ok. 1%.

Na tle dochodów Dafta z Coca-Coli chyba stanowczo za niskie wydają się ubiegłoroczne pobory Geoffreya Bible, dyrektora generalnego Philip Morrisa, firmy, która w 2001 roku zarobiła 2,17 miliarda dolarów, o 220 milionów więcej niż rok wcześniej. Kurs akcji Philip Morrisa wzrósł w ubiegłym, trudnym roku o 5%. Bible zarobił 1,87 miliona dolarów podstawowej pensji powiększonej o premię i dodatki - razem 5,1 miliona dolarów. Dodatkowo rada nadzorcza wynagrodziła go pakietem zawierającym 1,8 miliona opcji na akcje o wartości 19,5 miliona dolarów. Całkowite wynagrodzenie Dafta wyniosło więc 24,6 miliona dolarów.

Reklama
Reklama

Pracownicy mają gorzej

Nawet niższe zarobki dyrektorów generalnych nie wpłyną na zmniejszenie się finansowego dystansu oddzielającego ich od szeregowych pracowników. Zgodnie z danymi opublikowanymi przez "USA Today", na każdy dolar zarobiony w 1980 roku przez szeregowego pracownika przedsiębiorstwa członek zarządu otrzymywał 43 dolary. W 1990 roku na każdy dolar szeregowego pracownika przypadało 85 dolarów członka zarządu, a w 2000 ów parytet wynosił 1 do 531 dolarów.

W latach 80. szanujące się amerykańskie korporacje oferowały pracownikom niższych szczebli pensję stale wzrastającą wraz z liczbą przepracowanych lat uzupełnioną o dobrodziejstwa osłony socjalnej - przede wszystkim ubezpieczenie medyczne oraz szczodre dopłaty do planów emerytalnych. W tak określonym systemie genialny pracoholik zarabiał mniej od kolegi z sąsiedniego biura, który wprawdzie prochu nigdy nie wymyślił, ale pracował w firmie o kilka lat dłużej. Ten system zastąpiono w latach 90. duchem rywalizacji. Zwiększała się wówczas część pensji uzależniona nie od stażu pracy, ale jej efektów. Opcje na akcje przestały być rodzynkami zarezerwowanymi wyłącznie dla członków zarządów. Na przykład IBM, jak podaje "Business Week", w 1990 roku nagradzało opcjami tysiąc pracowników, a dziesięć lat później - 70 tysięcy.Cytowana już wcześniej firma kunsultingowa M. Mercer Inc. twierdzi, że obecnie zarobki 75% amerykańskich pracowników (o 50% więcej niż na początku lat 90.) bezpośrednio zależą od ich wydajności i od wyników macierzystej firmy. Ten system wynagrodzeń, korzystny w latach prosperity, podczas recesji pokazał drugie, mniej optymistyczne oblicze. Zgodnie z danymi Mercera, około 30%. amerykańskich przedsiębiorstw zmniejszyło lub zamroziło zarobki. Pracownicy Forda, Texas Instrument i wielu innych firm nie otrzymali rocznej premii. O opcjach na akcje powinni raczej zapomnieć. Cytowany przez "Business Week" ekonomista John Youngdahl uważa, że zmniejszenie się premii uznaniowych za poprzedni rok może doprowadzić do spadku dochodów pracowników w I półroczu o 40 mld dolarów. A to z kolei wpłynie na konsumpcję i skalę pobudzanego przez nią ożywienia gospodarczego.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama