A że poziom to ważny, można przekonać się, zmieniając wykres S&P na miesięczny. Widać na nim 20-letni kanał wzrostowy, którego dolne ograniczenie właśnie oparło się atakowi niedźwiedzi. W efekcie wzrostu z przełomu 2001 i 2002 roku została pokonana główna spadkowa linia trendu. Później był ruch powrotny do przełamanego oporu, teraz mamy początek kolejnej zwyżki. Do dopełnienia formacji, którą Victor Sperandeo określa mianem 1-2-3 (1 - przełamanie spadkowej linii trendu, 2 - ruch powrotny do niej, 3 - wybicie ponad szczyt, z którego zaczynał się ruch powrotny), brakuje już tylko ostatniego elementu, czyli wzrostu ponad zamknięcie z grudnia, które wypadło na poziomie 1148 pkt. W tej chwili wartość S&P to 1157 pkt., zatem gdyby wskaźnik utrzymał tę wartość do końca marca, moglibyśmy mówić o zmianie trendu długoterminowego na wzrostowy.
O zakończeniu trendu spadkowego nie można mówić w przypadku indeksu Nasdaq Composite. Wprawdzie ostatnie dwa tygodnie przyniosły wzrost tego wskaźnika o 10%, ale to pozwoliło na odrobienie tylko połowy strat, które indeks poniósł w styczniu i lutym. Styczniowy szczyt na 2059 pkt. pozostaje na razie dla byków nieosiągalny.
Zwyżka może mieć duże znaczenie w perspektywie długoterminowej. Daje bowiem bykom nadzieję na ukształtowanie bardzo rozległej odwróconej głowy z ramionami, obejmującej ostatnie 11 miesięcy notowań. Lewe ramię tej formacji ukształtowało się w kwietniu zeszłego roku na poziomie 1640 pkt., natomiast ostatnia fala spadkowa, która może stanowić prawe ramię formacji, zakończyła się na 1715 pkt. Linia szyi tej figury, pociągnięta po szczytach z maja 2001 r. i stycznia 2002 r. znajduje się na wysokości 2 tys. punktów. W razie jej pokonania, dojdzie do zmiany trendu długoterminowego na wzrostowy, co da posiadaczom akcji nadzieję na odrobienie części strat poniesionych w czasie wybuchu spekulacyjnej bańki internetowej. Z wysokości odwróconej głowy z ramionami wynika bowiem, że Nasdaq Composite wzrośnie w okolice 2800 pkt. Do tego scenariusza podchodziłbym jednak z dużą rezerwą.Europa
Wnioski płynące z analizy głównych indeksów europejskich są takie same, jak w przypadku wskaźników amerykańskich: stara ekonomia jest silniejsza od nowej, przy czym kontynuacja trendu wzrostowego nawet w przypadku tej pierwszej nie jest zbyt pewna. Będący odpowiednikiem średniej przemysłowej Dow Jones londyński FT-SE 100 zyskał w ostatnich dwóch tygodniach 6%. W czasie zwyżki byki doprowadziły do przełamania głównej spadkowej linii trendu, obejmującej ostatnie półtora roku notowań. Wracamy do trendu wzrostowego? Niekoniecznie, bo wymowę tego wydarzenia osłabia fakt, że FT-SE 100 od trzech miesięcy znajduje się w trendzie bocznym i przełamanie spadkowej linii trendu nastąpiło właśnie w ramach tej tendencji. Oczekiwanie na wzrost nie będzie bezpodstawne, pod warunkiem jednak, że wskaźnik pokona górne ograniczenie konsolidacji, znajdujące się na wysokości 5370 pkt. W takim przypadku fala wzrostowa powinna być mniej więcej tych samych rozmiarów, jak zwyżka z okresu wrzesień-grudzień 2001 r., co oznacza wzrost FT-SE 100 w okolice 6300 pkt. Dolne ograniczenie wspomnianego trendu bocznego przebiega na poziomie 5000 pkt.
Silniej związany z Nasdaq niemiecki DAX znajduje się w trochę gorszej sytuacji technicznej niż FT-SE 100. Również w tym przypadku trend średnioterminowy ma kierunek boczny, ale wykres indeksu wciąż pozostaje poniżej spadkowej linii trendu.
Wzrost do górnego ograniczenia czteromiesięcznej konsolidacji spotkał się z dość gwałtowną reakcją podaży na sesji czwartkowej. W trakcie notowań DAX osiągnął nawet 5370 pkt., żeby na zamknięcie mieć już tylko 5289 pkt. Taka sytuacja sprawiła, że na wykresie ukształtowała się świeca z wysokim górnym cieniem. Identyczna świeca zbudowana na początku grudnia dosłownie na tym samym poziomie zakończyła zwyżkę. Oczekuję, że tym razem będzie podobnie, a to oznaczałoby spadek DAX do dolnego ograniczenia trendu bocznego, znajdującego się na wysokości 4745 pkt.