Absolutnie nic ciekawego nie dzieje się w ostatnich dniach na warszawskiej giełdzie. Nikłe zainteresowanie inwestorów nie wystarcza już nawet, by zachować jakąkolwiek spójność ruchów cen akcji w Polsce i za granicą. Niestety, różnimy się tutaj choćby od rynków czeskiego i węgierskiego, co zapewne jest objawem relatywnie niskiej obecności inwestorów zagranicznych na GPW. I w sumie nie należy im się dziwić: choć Polska wydaje się niezłym wyborem z makroekonomicznego punktu widzenia, to znacznie gorzej jest z wyborem spółek. Z pewnością na palcach jednej ręki można by policzyć firmy, które obecnie notowane są z co najmniej 10-proc. dyskontem do wycen analityków.
Jeszcze w zeszłym tygodniu część z takich spółek była liderami rynku - choćby Prokom, czy BZ WBK. Teraz, kiedy ich ceny bliższe są rekomendowanym wycenom, entuzjazm kupujących osłabł, a nowych liderów nie widać. Do tego dochodzi ryzyko typu politycznego, z niektórymi spółkami związane od zawsze, ale na przykład z PKN Orlen - dopiero od niedawna. W tej sytuacji trudno nie zgodzić się ze stwierdzeniem R. Nejmana, że "wszystkie spółki z WIG20 obdarzone są jakimś felerem".
Z punktu widzenia analizy technicznej, niedawne przekroczenie przez WIG20 bariery 1400 punktów było nieudaną próbą ataku na styczniowy szczyt. Konsekwentnie należałoby się spodziewać ponownego testu poziomu wsparcia 1300 punktów. Być może dopiero konsolidacja poniżej tego poziomu uspokoi rynek i - po urzeczywistnieniu się ożywienia gospodarczego, widocznego dziś tylko we wskaźniku wyprzedzającym gospodarki - pozwoli na kontynuację trendu wzrostowego.