Czy interesują ich notowania on-line, najnowsze wiadomości, opinie komentatorów na gorąco oceniających to, co się dzieje na sesji, analizy, pogawędki na listach dyskusyjnych i w giełdowych kawiarenkach? Tak, z pewnością. Nie to jednak rozpala ich umysły do czerwoności. Najbardziej poszukiwaną i pożądaną obecnie informacją są dzienne wpływy pieniędzy z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych do otwartych funduszy emerytalnych. A tę można znaleźć pod adresem www.zus.pl/images/ofe. Jest ona skrzętnie ukryta i trzeba się sporo "naklikać", by do niej dotrzeć, ale to, co zawiera, podnosi adrenalinę zarówno drobnym inwestorom, jak i dużym graczom na warszawskiej giełdzie. To nie analiza fundamentalna ani nie analiza techniczna rządzi od kilku miesięcy trendami na GPW, ale właśnie analiza przepływów pieniędzy z ZUS do OFE. Ci, którzy dostrzegli tę internetową stronę w miarę szybko i takową analizę przeprowadzili, podobno wygrali. Natomiast ci, którzy dopiero wejdą na nią po przeczytaniu np. tego felietonu, już na tym niewiele zyskają. Będzie ona zbyt popularna i trudno będzie "wyprzedzić" innych.

Strona okazuje się tak niesamowicie ważna, że pojawiają się nawet postulaty czytelników, by zawarte w niej informacje podawać obok wyników sesji, tuż za WIG20 i obrotami. A jest na niej podsumowanie wartości składek przekazanych do tej pory przez ZUS do OFE, a także, co najważniejsze - bieżące informacje o tym, jaka suma pieniędzy została przelana poprzedniego dnia. Inwestorzy są bowiem święcie przekonani o tym, że to OFE (zwane potocznie w giełdowej grypserze ofermami) rozdają karty na warszawskim parkiecie, a siła tych kart zależy właśnie od dziennych przepływów z ZUS. Do 40% pozyskiwanych środków mogą bowiem inwestować w akcje. Jeśli napływający strumień jest wąski, o giełdowej zwyżce nie może być mowy, jeśli jednak do OFE trafia jednego dnia większa skumulowana kwota, prawdopodobieństwo wzrostu na najbliższej sesji jest spore. W pierwszych dniach marca strumień niemal wysechł. W ciągu 11 dni do OFE trafiło zaledwie 41 mln zł, ostatni przepływ (08.03.02 r.) to zaledwie 17 mln zł. I nie ma się co dziwić, że humory na GPW coraz bardziej kiepskie. Wszyscy bowiem wypatrują nadejścia wielkiej wody. A tej na razie nie ma. Czyżby były problemy ze źródłem?

Według najnowszej spiskowej teorii dziejów, największą obecnie kasę na GPW może zarobić ten, kto siedzi przy kranie i decyduje o wielkości strumienia. Wystarczy, że drugą nogą siedzi w kontraktach na indeks, a reumatyzm będzie mógł do końca życia "leczyć" na Seszelach.