W toczącej się w Polsce ostrej debacie na temat polityki pieniężnej kilku członków RPP ostrzegło, że radykalne obniżenie stóp procentowych byłoby gospodarczym samobójstwem. Czy zgadza się Pan z taką opinią?
Nie potrafię powiedzieć, czy byłby to krok samobójczy, ale z pewnością mechanizm transmisyjny przenoszący kroki z zakresu polityki pieniężnej do gospodarki jest w Polsce odmienny od tego, jaki działa w Niemczech, Stanach Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii lub Francji. Dzieje się tak, ponieważ gospodarka polska jest mniej zmonetyzowana niż brytyjska, amerykańska czy francuska, co oznacza, że podaż pieniądza w stosunku do PKB jest w Polsce znacznie niższa niż w krajach zachodnich. Ogranicza to skuteczność instrumentów polityki pieniężnej, a RPP nie może na to nic poradzić. Druga sprawa wiąże się z tym, że RPP postępuje obecnie nadzwyczaj ostrożnie, ponieważ redukcja stóp procentowych o każde 100 punktów bazowych sprowadza je znacznie niżej niż poprzednio, bo znacznie niższy jest punkt wyjściowy. RPP chce zobaczyć, jaki będzie skutek obniżek dokonanych w zeszłym roku, dlatego zajęła postawę ,,poczekamy, zobaczymy". Ma nadzieję, że zeszłoroczne obniżki stóp procentowych wpłyną na gospodarkę i chce ocenić, na jaką skalę.
Jaki, według Pana, powinien być poziom stóp procentowych w Polsce, uwzględniając zarówno problemy budżetowe, jak i niskie tempo wzrostu gospodarczego?
Zakładam, że pod koniec czerwca stopa referencyjna będzie wynosić 8% - co oznacza obniżkę o 200 punktów bazowych. Jestem przeświadczony, że taka obniżka nie odbije się na gospodarce negatywnie w postaci wzrostu inflacji. Tym bardziej że tempo wzrostu PKB nadal utrzymuje się poniżej wartości, jakiej można by oczekiwać oceniając potencjał polskiej gospodarki. A to oznacza, że jest rozległe pole manewru. Nawet po wspomnianej obniżce, realne stopy procentowe pozostałyby bardzo wysokie, bowiem wynosiłyby 4,0%-4,5%. To, moim zdaniem, kompensowałoby z naddatkiem potencjalne ryzyko i dlatego uważam, że istnieją warunki uzasadniające dalsze obniżki.
W jednej ze swoich analiz zasugerował Pan, że ostrożność RPP jest podyktowana nie tyle przesłankami ekonomicznymi, ile psychologicznymi. Jak to rozumieć?