Przyznam, że jestem zaskoczony. Jeszcze w sierpniu ubiegłego roku w felietonie pt. "Wolny doradca" wyrażałem wątpliwość, czy ktokolwiek - a Sejm w szczególności - zainteresuje się problemami funkcjonowania naszego rynku giełdowego w ciągu najbliższych paru lat. Wówczas chodziło o inicjatywę oddolną, której autor postulował jak najszybsze wprowadzenie zmian legislacyjnych, mających na celu stworzenie możliwości samodzielnego prowadzenia działalności przez doradców inwestycyjnych. W gazetach ukazał się wtedy list otwarty w tej sprawie, podpisany przez... jedną osobę. Po publikacji listu zapadła martwa cisza. Sądziłem więc, że zgodnie z moimi obawami sprawa umarła śmiercią naturalną, a tu - bomba! Po pół roku pojawia się inicjatywa jeszcze bardziej radykalna, bo obejmująca także działalność maklerską. I to inicjatywa ze strony posłów. Trudno mi bowiem uwierzyć, że za projektem tym może stać Komisja Papierów Wartościowych i Giełd lub że nieliczne i dość słabe grono lobbystów, wywodzących się ze środowiska maklerów i doradców, zdołało przekonać naszych parlamentarzystów do swych pomysłów gruntownej przebudowy zasad działania rynku kapitałowego.
Zaskoczenia propozycją nie kryją przedstawiciele tego środowiska - Związku Maklerów i Doradców oraz Izby Domów Maklerskich, którzy dowiedzieli się o niej z artykułu w PARKIECIE, choć przewodnicząca sejmowej podkomisji zapewnia, że zmiany nie zostaną wprowadzone bez dyskusji z zainteresowanymi, a więc maklerami i doradcami.
A więc moje obawy, że nieprędko doczekamy się zmian legislacyjnych, umożliwiających wprowadzenie nowych rozwiązań rewolucjonizujących nasz rynek, okazały się niesłuszne i bezpodstawne. I z tego się cieszę.
Jednak moje wątpliwości, dotyczące innych kwestii związanych z ewentualnym wprowadzeniem nowych rozwiązań, nie tylko nie osłabły, ale wręcz przybrały na sile. O ile bowiem rozwiązanie wielu problemów związanych z prowadzeniem samodzielnej działalności przez doradców inwestycyjnych można sobie jakoś wyobrazić, to z działalnością maklerską jest gorzej. Być może moje czarnowidztwo wynika z nieznajomości konkretów zawartych - mam nadzieję - w poselskich propozycjach. Być może są proste rozwiązania tych problemów.
Jakie to problemy? Oczywiście, na pierwszym miejscu stawiałbym te, które związane są z bezpieczeństwem obrotu i bezpieczeństwem pieniędzy klientów, obsługiwanych przez "wolnych" maklerów. Czy maklerzy ci mieliby być członkami giełdy, uprawnionymi do zawierania transakcji, biorącymi odpowiedzialność za ich realizację? Jeśli tak, to muszą posiadać odpowiednie zabezpieczenia finansowe, czyli, mówiąc krótko, pieniądze (własne, a nie klientów), zdeponowane na rachunku bankowym, pilnowanym przez niezależną instytucję, które mogą być użyte do rozliczeń i będą zabezpieczeniem przed różnymi nieprzewidzianymi okolicznościami, z defraudacją pieniędzy klientów włącznie. Oczywiście, wymogi kapitałowe wobec takich podmiotów mogą być niższe niż stawiane przed instytucjonalnymi biurami maklerskimi, ale odbędzie się to kosztem bezpieczeństwa i całego obrotu giełdowego oraz poszczególnych klientów biura.