Reklama

Jutrzenka wolności czy widmo rewolucji?

Jak niedawno doniósł PARKIET, być może już wkrótce sejmowa podkomisja zajmie się projektem rewolucjonizującym funkcjonowanie polskiego rynku. Zakłada on możliwość prowadzenia samodzielnej działalności maklerskiej, w tym także udzielania porad inwestycyjnych.

Publikacja: 15.03.2002 08:29

Przyznam, że jestem zaskoczony. Jeszcze w sierpniu ubiegłego roku w felietonie pt. "Wolny doradca" wyrażałem wątpliwość, czy ktokolwiek - a Sejm w szczególności - zainteresuje się problemami funkcjonowania naszego rynku giełdowego w ciągu najbliższych paru lat. Wówczas chodziło o inicjatywę oddolną, której autor postulował jak najszybsze wprowadzenie zmian legislacyjnych, mających na celu stworzenie możliwości samodzielnego prowadzenia działalności przez doradców inwestycyjnych. W gazetach ukazał się wtedy list otwarty w tej sprawie, podpisany przez... jedną osobę. Po publikacji listu zapadła martwa cisza. Sądziłem więc, że zgodnie z moimi obawami sprawa umarła śmiercią naturalną, a tu - bomba! Po pół roku pojawia się inicjatywa jeszcze bardziej radykalna, bo obejmująca także działalność maklerską. I to inicjatywa ze strony posłów. Trudno mi bowiem uwierzyć, że za projektem tym może stać Komisja Papierów Wartościowych i Giełd lub że nieliczne i dość słabe grono lobbystów, wywodzących się ze środowiska maklerów i doradców, zdołało przekonać naszych parlamentarzystów do swych pomysłów gruntownej przebudowy zasad działania rynku kapitałowego.

Zaskoczenia propozycją nie kryją przedstawiciele tego środowiska - Związku Maklerów i Doradców oraz Izby Domów Maklerskich, którzy dowiedzieli się o niej z artykułu w PARKIECIE, choć przewodnicząca sejmowej podkomisji zapewnia, że zmiany nie zostaną wprowadzone bez dyskusji z zainteresowanymi, a więc maklerami i doradcami.

A więc moje obawy, że nieprędko doczekamy się zmian legislacyjnych, umożliwiających wprowadzenie nowych rozwiązań rewolucjonizujących nasz rynek, okazały się niesłuszne i bezpodstawne. I z tego się cieszę.

Jednak moje wątpliwości, dotyczące innych kwestii związanych z ewentualnym wprowadzeniem nowych rozwiązań, nie tylko nie osłabły, ale wręcz przybrały na sile. O ile bowiem rozwiązanie wielu problemów związanych z prowadzeniem samodzielnej działalności przez doradców inwestycyjnych można sobie jakoś wyobrazić, to z działalnością maklerską jest gorzej. Być może moje czarnowidztwo wynika z nieznajomości konkretów zawartych - mam nadzieję - w poselskich propozycjach. Być może są proste rozwiązania tych problemów.

Jakie to problemy? Oczywiście, na pierwszym miejscu stawiałbym te, które związane są z bezpieczeństwem obrotu i bezpieczeństwem pieniędzy klientów, obsługiwanych przez "wolnych" maklerów. Czy maklerzy ci mieliby być członkami giełdy, uprawnionymi do zawierania transakcji, biorącymi odpowiedzialność za ich realizację? Jeśli tak, to muszą posiadać odpowiednie zabezpieczenia finansowe, czyli, mówiąc krótko, pieniądze (własne, a nie klientów), zdeponowane na rachunku bankowym, pilnowanym przez niezależną instytucję, które mogą być użyte do rozliczeń i będą zabezpieczeniem przed różnymi nieprzewidzianymi okolicznościami, z defraudacją pieniędzy klientów włącznie. Oczywiście, wymogi kapitałowe wobec takich podmiotów mogą być niższe niż stawiane przed instytucjonalnymi biurami maklerskimi, ale odbędzie się to kosztem bezpieczeństwa i całego obrotu giełdowego oraz poszczególnych klientów biura.

Reklama
Reklama

Być może maklerzy ci mieliby działać nie jako typowi pośrednicy, ale jako dealerzy kupujący i sprzedający akcje po wyznaczonych przez siebie cenach? To znowu wymagałoby nie tylko sporego kapitału własnego, by zapewnić płynność handlu (znów ten kapitał!), ale i dość radykalnych zmian organizacyjnych.

Może więc chodzi tylko o to, by samodzielni maklerzy jedynie aktywnie poszukiwali klientów i przekazywali ich zlecenia maklerom (lub bankom), odpowiedzialnym za ich realizację oraz rozliczenia. Wówczas jednak ci pierwsi byliby nieco zmodyfikowanymi maklomatami. Część problemów wówczas by zniknęła, ale przypuszczam, że taka działalność nie byłaby zbyt intratna, chyba żeby dodać do tego doradztwo inwestycyjne. Ale z tym wiążą się kolejne problemy, takie jak na przykład odpowiedzialność za decyzje podjęte na podstawie udzielonych przez "wolnych" maklerów pZamiast mnożyć problemy, można by zadać pytanie inwestorom - czy wybraliby maklera tradycyjnego, czy "zmodyfikowanego", czyli wolnego, i czego by od niego oczekiwali? Czy mieliby do niego większe zaufanie i powierzyli mu swoje pieniądze? Dlaczego mieliby bardziej polegać na rekomendacjach doradców "niezależnych", skoro nie wierzą całym ich zespołom w instytucjach?

Mam wrażenie, że idziemy pod prąd. Wszystkie rynki finansowe pokonały drogę odwrotną. Zaczynały od pełnej wolności, by dostrzec potrzebę regulacji. Wolność bywa czasem zbyt kosztowna.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama