Otwarcie nie zapowiadało jeszcze dramatu. Pierwsze transakcje były dokładnie na poziomie zamknięcia, czyli zabrakło wyczekiwanej luki. Nawet informacja, która stała się później podstawą do ponad 25-procentowej przeceny Elektrimu, nie wywołała na kontraktach zbyt dużej reakcji. Dopiero otwarcie rynku kasowego sprowadziło je na właściwą drogę. Już parę minut po 10.00 o wsparciu w strefie 1345-1355 pkt. można było zapomnieć. Za Elektrimem (sam ma tylko 4,25% w indeksie) do spadków ruszył powiązany z nim BRE i telekomunikacyjna siostrzyczka TP SA. Poprzebijane wsparcia i przecena największych spółek otworzyły drogę do luki hossy z początku stycznia.
Rynek przez ostatnie tygodnie wszelkimi sposobami stara się przekonać inwestorów o swojej słabości. Na świecie hossa - my konsolidacja, na świecie konsolidacja - u nas mocne spadki. Nie ma jednak co panikować. Na kontraktach zostały wygenerowane dopiero krótkoterminowe sygnały sprzedaży. Zejścia poniżej wsparcia 1345-1355 pkt. (teraz opór) nie traktowałbym jako średnioterminowego rozstrzygnięcia (tym bardziej że pod koniec lutego już byliśmy niżej). Sygnałem sprzedaży w średnim okresie będzie dopiero zamknięcie luki hossy z początku stycznia. Poziom ten jest dodatkowo dołkiem z poprzedniego miesiąca oraz ważnym zniesieniem fali wzrostowej z tego roku.
To chyba wystarczające powody, by spotkać tam zwiększony popyt. Trudno będzie kontraktom zejść niżej i nie widzę na razie, co mogłoby w najbliższe dni to wywołać. Zawsze może być gorzej, ale informacje z ostatnich dni o ELE, BRE czy TP SA doprowadziły już do przeceny i zostały przez rynek zdyskontowane. Sporo znajdzie się powodów do obrony obszaru 1295-1310 pkt., choć oczywiście jeśli indeks zacznie mocno spadać zamykając analogiczną lukę hossy 1285-1300 pkt., to kontrakty nie mają szans.
Na razie jednak nie spodziewam się zobaczyć kontraktów pod luką hossy, o czym przekonuje także dość spore wyprzedanie rynku widoczne na szybszych wskaźnikach. Końcowy werdykt po decyzji FOMC wydadzą amerykańskie indeksy.