A wszystko na to wskazuje, że właśnie taki plan bank będzie się starał zrealizować na najcenniejszych aktywach warszawskiego holdingu - części telefonii komórkowej. Dlaczego dwa razy?

Bo pierwszą brawurową transakcję przeprowadził w maju 1999 r. Wówczas rynek zelektryzowała pogłoska, że BRE skupuje akcje operatora Ery GSM - PTC dla Elektrimu. Pogłoska okazała się faktem i bank w glorii i chwale zmontował konsorcjum, które sprzedało 15,8% udziałów w PTC Elektrimowi za "jedyne" 680 mln USD. Sam bank niezwykle korzystnie pozbył się 3% akcji, jego spółka zależna (Drugi Polski Fundusz Rozwoju) - 2%, Kulczyk Holding - 4,8%, a Warta 4,1%. Dodatkowo Elektrim odkupił od BRE spółkę Carcom, posiadającą 1,9% udziałów w PTC. Wówczas każdy punkt procentowy kosztował holding 43 mln USD. Cena, po jakiej zawarto transakcję, oznaczała, że całe PTC było warte dla Elektrimu aż 4,3 mld USD. Ta suma znacząco przebijała wyceny analityków, sięgające 3 mld USD. Jeden z nich określił wówczas kwotę, jaką zapłacił Elektrim, jako monstrualnie wysoką. - Nie znamy przyczyn takiego przepłacenia. Mimo to nie sądzę, by Elektrim miał problemy ze zdobyciem pieniędzy. Telekomunikacja to bardzo interesujący sektor o wielkim potencjale. Myślę, że akcjonariusze holdingu będą obejmować obligacje zamienne, o których zdecyduje nadchodzące walne. Ponadto Elektrim będzie czerpał pieniądze z kredytów bankowych - komentowała wówczas Anna Kętka z ING Barings w Londynie. I miała rację. Nie dodała tylko, że tak kosztowne wydatki finansowane długiem trzeba będzie kiedyś spłacić.

BRE na sprzedaży PTC ubił jednak znakomity interes. DM BIG-BG od razu podwyższył wycenę akcji banku z 95 zł do 120 zł i wydał rekomendację kupuj. W związku ze sprzedażą PTC analitycy tego banku podwyższyli też prognozę wyniku netto BRE z 238 mln zł do 600 mln zł.

Wszyscy wiemy, do czego doprowadziła polityka "radosnych" zakupów realizowana przez poprzednie kierownictwa Elektrimu. Obecna sytuacja spółki zmusza ją do pozbycia się o wiele niżej wycenianych obecnie aktywów. Spółka stoi pod ścianą. Kwota uzyskana ze sprzedaży najwartościowszej części telekomunikacyjnej może rozczarować jej akcjonariuszy. Ponieważ wierzyciele pukają do drzwi i szybko potrzebne są pieniądze, swe usługi ponownie zaproponował BRE. Okazuje się, że zamierza on odkupić razem z Eastbridge 49% udziałów w Elektrimie Telekomunikacja (spółka ta posiada 51% akcji PTC). Docelowo w jednych rękach ma zostać skupiony 100-proc. pakiet ET, a potem w ciągu 2 -3 lat sprzedany. Oznacza to, że papiery PTC, które już raz w 1999 r. BRE sprzedawał za kosmiczne pieniądze, ponownie pośrednio do niego wrócą, ale już za zdecydowanie niższą cenę. Jeśli Elektrim sprzeda swój 49-proc. pakiet w ET konsorcjum BRE - Eastbridge za np. 400 mln euro (taka kwota wymieniana jest w spekulacjach), to całą wartość Elektrimu Telekomunikacja można oszacować na około 1,3 mld euro przyjmując, że 51% pakiet kontrolny ET należący do Vivendi zostanie sprzedany za około 900 mln euro. Oznacza to wycenę całego PTC na poziomie 2,6 mld euro, czyli 2,3 mld USD. Jest to o 2 mld USD mniej niż w 1999 r., gdy akcje PTC kupował Elektrim.

Jestem przekonany, że BRE na telekomunikacyjnych aktywach Elektrimu, które prawdopodobnie obejmie po bardzo korzystnej cenie, znowu zrobi dobry interes. Wczorajszy spadek kursu akcji banku to tylko efekt rozczarowania, że na przyszły zysk trzeba będzie poczekać znacznie dłużej niż się wszyscy spodziewali. BRE sprzedał drogo akcje PTC Elektrimowi w 1999 r., teraz odkupi znacznie taniej i prawdopodobnie ponownie sprzeda za dwa lata drożej.Najgorzej na tym na razie wychodzą długoterminowi drobni akcjonariusze Elektrimu. Tort jest dzielony ponad ich głowami. Pozostała im wiara w Energetykę, ale to może okazać się zbyt mało, by odzyskać zaufanie do tak fatalnie zarządzanej w przeszłości spółki.