Przed rokiem zespół naukowców z tego stowarzyszenia pod kierownictwem psychologa Richarda Wisemana rozpoczął grę, do udziału w której zaproszono: zawodowego analityka Richarda Goodsona, astrologa specjalizującego się w przewidywaniu giełdowej koniunktury Christeen Skinner oraz wybrane losowo dziecko, którym okazała się 5-letnia wówczas Tia Roberts. Każde z nich otrzymało do dyspozycji umowną kwotę 5 tys. funtów szterlingów (ok. 8 tys. euro), którą miało zainwestować w cztery spółki wybrane przez siebie z głównego indeksu londyńskiej giełdy FT-SE 100.

Finał eksperymentu był zaskakujący. Po roku portfel dziewczynki zwiększył wartość o 5,8%, pani astrolog najwyraźniej nie sprzyjał układ gwiazd, bowiem straciła 6,2% wirtualnych pieniędzy, a całkowitą klęskę poniósł posługujący się wyłącznie analizą fundamentalną Goodson. Udało mu się odchudzić swoje konto aż o 46,2%. - Inwestowanie w krótkim terminie zawsze przypomina ruletkę - podsumował swój wynik. Dla porównania, FT-SE 100 spadł w tym okresie 16%.

- Wpadka przy pracy może zdarzyć się nawet najlepszym - powiedział niemieckiemu "Handelsblattowi" Henk Potts z Barclays Stock Brokers, który analizował skład portfeli uczestników eksperymentu. - Dla mnie najbardziej zastanawiający jest fakt, dlaczego Tia przy wyborze spółek unikała jak ognia przedstawicieli branży telekomunikacyjnej. Okazało się bowiem, że dziewczynka postawiła na dwa banki, Bank of Scotland i Halifax (obie te instytucje połączyły się przed kilkoma miesiącami), hotelową grupę Six Continents oraz specjalizujący się w zarządzaniu aktywami fundusz Amvescap. Jej konkurenci zainwestowali natomiast większość środków w walory koncernu Marconi oraz potentata telefonii komórkowej Vodafone.

Na szczęście dla zawodowców, gra nie miała na celu sprawdzania umiejętności fachowych jej uczestników. Była tylko jednym z elementów zakrojonego na szerszą skalę eksperymentu dotyczącego losowego doboru spółek do inwestowania w okresach znacznych wahań koniunktury giełdowej