Kierowany przez Tomasza Sielickiego ComputerLand to firma, która w sektorze IT ma jeden z najdłuższych rodowodów giełdowych. Spółka planowała wejście na GPW już w 1994 roku. - Traktowaliśmy to jako szansę na pozyskanie kapitału oraz - co było wówczas chyba jeszcze ważniejsze - realnej wyceny naszej wartości. Bez tego np. banki traktowały firmy komputerowe jako niezbyt poważnych partnerów w biznesie - przypomina T. Sielicki.

Pytany przez PARKIET, czy do rozwoju działalności nie wystarczyłoby tylko angażowanie funduszy inwestycyjnych, stwierdza, że ważnym ogniwem są także drobni inwestorzy. - Same fundusze i ich kapitał to nie wszystko. To są finansiści, a tacy inwestorzy nie pójdą na wiele ryzykownych biznesów. Do tego potrzebni są inwestorzy indywidualni, których można spotkać tylko na giełdzie - zapewnia szef ComputerLandu.

O znacznej pomocy ze strony rynku publicznego mogą świadczyć również przykłady Optimusa i Szeptela. Przychody z działalności tych firm wzrosły gwałtownie od momentu przeprowadzenia pierwszych ofert publicznych.

Oczywiście, samo wejście na parkiet i przeprowadzenie IPO kosztuje. Jednak, jeśli zamierzamy związać się z rynkiem publicznym na dłużej, to - zdaniem Marcina Sadleja, wiceprezesa CDM Pekao SA - inwestycja taka się opłaca. - Kolejne emisje wychodzą już znacznie taniej i koszty zwracają się z nawiązką - twierdzi M. Sadlej.