Czwartkowa sesja niczym w zasadzie się nie różniła od innych przedświątecznych sesji, których domeną jest przede wszystkim niewielka zmienność indeksów. Indeks WIG20 poruszał się w bardzo wąskim korytarzu, pomiędzy 1340 pkt. a 1347 pkt.

Przebieg wczorajszych notowań mógł więc rozczarować przede wszystkim tych, którzy liczyli na zwyżki indeksu powodowane window dressing, gdyż indeks WIG20 nie zyskał na wartości. To dowód na to, że trudno jest znaleźć kolejne przesłanki do gry na zwyżkę. A miejsce, w jakim znajduje się obecnie WIG20, raczej nie jest odpowiednie do zastanawiania się nad tym co kupić. Nie jest odpowiednie, gdyż indeks bezskutecznie, jak na razie, zmaga się z poziomem oporu. Z punktu widzenia analizy technicznej łatwiej zatem jest o spadki niż wzrosty.

Wspomniany poziom oporu wyznacza, na 1343 pkt., połowa czarnej świecy ukształtowanej w poniedziałek. Poziom ten zbiega się z przyspieszoną, spadkową linią trendu, co dodatkowo wzmacnia znaczenie tej bariery podażowej. Ponadto nawet pokonanie tego poziomu nie gwarantuje sukcesu byków, gdyż prawdziwym i wiarygodnym potwierdzeniem ich siły byłby dopiero wzrost ponad 1380 pkt.

Spośród oscylatorów w zasadzie żaden nie opowiada się po stronie byków. Wskaźniki takie jak Price ROC, Momentum czy CCI w ramach ostatnich wzrostów podeszły do swoich poziomów równowagi i dopiero najbliższa sesja rozstrzygnie, czy wygenerują one sygnał kupna czy też odbiją się w dół i potwierdzą w ten sposób słabość kupujących. Słaba kondycja popytu jest widoczna na Ultimate Oscillator, który chociaż zdołał wyjść ponad swój poziom równowagi, to jednak zatrzymał się przy ograniczeniu, jakie wyznacza spadkowa linia trendu. Patrząc obiektywnie, jest jeszcze za wcześnie na całkowite przekreślenie szans byków, niemniej by wygrać obecną walkę, jaka się toczy między poziomem 1343 a 1300 pkt., muszą włożyć o wiele więcej wysiłku niż niedźwiedzie, których poczynania są ostatnio o wiele bardziej przekonywające.