Wczoraj niewiele się działo, właściwie z punktu widzenia zachowania rynku złotego można ten dzień uznać za świąteczny. Cały czas byliśmy w okolicach 10,6-10,7% powyżej starego parytetu. Kurs dolara oscylował wokół 4,108 zł, euro zaś 3,61 zł. Obroty były małe. Wydaje się, że nie zobaczymy już raczej negatywnej reakcji na czwartkowe słabe dane o rachunku obrotów bieżących.
W piątek poznamy informacje na temat zmian cen żywności w drugiej połowie marca. Średnia prognoz to wzrost o 0,3%, co oznaczałoby, że w całym miesiącu mielibyśmy 0,6% wzrostu. W takiej sytuacji nieznaczny spadek inflacji byłby bardzo prawdopodobny. Wszyscy się jednak tego spodziewają, nie wydaje się więc, aby miało to w jakiś znaczący sposób wpłynąć na inwestorów. Szczególnie zaś na zmianę oczekiwań dotyczących stóp procentowych.
Coraz więcej mówi się o problemie zaognionego konfliktu na Bliskim Wschodzie w kontekście wpływu na sytuację w Polsce. Jeśli dojdzie do dalszego wzrostu cen ropy naftowej na rynkach światowych, może to oczywiście doprowadzić do wzrostu inflacji w naszym kraju (szok podażowy). I, jak się wydaje, jest to jedyne realne zagrożenie dla polskiej gospodarki. Zresztą jest bardzo prawdopodobne, że skok cen ropy byłby zjawiskiem chwilowym. Jeśli zaś chodzi o reakcję rynków finansowych, wynikającą z tego, że wciąż jesteśmy klasyfikowani jako "emerging market", to nie wydaje się, aby mogła być ona silna. Polska jest coraz mocniej kojarzona z państwami UE (jest przecież duża szansa, że już za dwa lata staniemy się członkiem tej organizacji). Widać to wyraźnie, patrząc na zachowanie zagranicznych inwestorów. Nie ma zatem raczej niebezpieczeństwa gwałtownego spadku wartości złotego na skutek eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie.
Ostatnie dwa tygodnie utwierdziły niektórych analityków w przekonaniu, że amerykańska gospodarka najgorsze ma już za sobą. Mało tego, że wchodzi na wyraźną ścieżkę ożywienia.
Wtorkowe informacje o zamówieniach przedsiębiorstw znowu wprowadziły niepewność. Co prawda, oczekiwano, że nie będzie tak dobrze, jak przed miesiącem, kiedy odnotowaliśmy wzrost o 1,6%, ale spadek o 0,1% to wyraźnie gorzej od średniej prognoz, która oscylowała w okolicach wzrostu o 1%. Z tym większym zainteresowaniem będziemy oczekiwać na kolejne dane. Już jutro zostanie opublikowany wskaźnik optymizmu ISM w sektorze usług (dawny NAPM). Jednak najistotniejsze będą piątkowe dane o wskaźniku bezrobocia. Jego spadek przed miesiącem zaskoczył inwestorów. To właśnie wtedy zaczęto głośniej mówić o końcu okresu silnego spowolnienia.