- Każda z największych firm na Wall Street ma już przygotowaną listę osób, które w następnej kolejności będą zwolnione - uważa, cytowany przez Bloomberga, Henry Higdon, prezes nowojorskiej firmy wyspecjalizowanej w usługach związanych z rynkiem pracy - Higdon Group. - Sytuacja naprawdę jest niepokojąca. Zwalniani są nie tylko szeregowi pracownicy, lecz również osoby na stanowiskach menedżerskich, których średnia roczna pensja na Wall Street wynosi obecnie 1,3 mln USD - twierdzi z kolei Salil Mehta z firmy inwestycyjnej Second Curve Capital LLC.
Duże, największe od 1974 r., zwolnienia na Wall Street to efekt dekoniunktury panującej od połowy 2000 r. na rynkach kapitałowych. Spowodowała ona, że czołowe banki inwestycyjne notują najsłabsze od lat wyniki finansowe, co przełoży się na silny spadek ich giełdowych notowań. W tych okolicznościach instytucje te odczuwają coraz większą presję ze strony akcjonariuszy, by obniżały one koszty działalności, co najczęściej kończy się właśnie redukcją zatrudnienia.
Do tej pory największe zwolnienia przeprowadził Merrill Lynch. W czwartym kwartale ub.r. zrezygnował z usług aż 9 tys. pracowników. Morgan Stanley Dean Witter w roku fiskalnym kończącym się 28 lutego br. zmniejszył zatrudnienie o 3800 osób. Goldman Sachs w ostatnim kwartale zwolnił "tylko" 541 osób, jednak jednocześnie dyrektor finansowy firmy David Viniar zapowiedział dalszą redukcję, która będzie dotyczyć ok. 5% (1100) osób zatrudnionych. Z kolei, należący do szwajcarskiej grupy finansowej Credit Suisse, bank inwestycyjny CS First Boston wprawdzie nie zwalnia dużej liczby pracowników, jednak z posadami najprawdopodobniej pożegna się ok. 50 dyrektorów zarządzających. Taką decyzję podjął John Mack, który przejął zarząd nad tą instytucją w lipcu ub.r.
- Wszyscy spodziewali się, że pierwsze oznaki poprawy koniunktury gospodarczej w USA zahamują zwolnienia. Jednak zapowiedź kolejnej fali redukcji zweryfikowała te opinie - podkreśla Andrea de Cholnoky, specjalistka od banków inwestycyjnych w firmie zajmującej się pośrednictwem pracy - Spencer Stuart. Wskazuje m.in. na wciąż utrzymujący się, niekorzystny dla banków inwestycyjnych i biur maklerskich spadek aktywności na rynku, jeśli chodzi o fuzje i przejęcia czy emisje akcji.