Bezapelacyjnym liderem okazała się Argentyna. W I kwartale Merval, indeks argentyńskiego rynku akcji, zyskał prawie 48%, pozostawiając w polu następne giełdy: rosyjską (+35%) i koreańską (29%). Pod koniec ubiegłego roku w Argentynie wybuchł kryzys gospodarczy, którego jednym z następstw była dewaluacja peso. Jeszcze raz potwierdziła się reguła, że akcje po dewaluacji waluty lokalnej stanowią łakomy kąsek dla inwestorów.
Państwa azjatyckie zdominowały czołową dziesiątkę (Korea, Tajlandia, Indonezja, Filipiny, Tajwan i Singapur). Tak liczną reprezentację tego regionu łatwo uzasadnić. Z reguły większość spółek na giełdach tych państw stanowią firmy technologiczne. W Stanach Zjednoczonych po wielu miesiącach spadku nakładów inwestycyjnych w I kwartale prawdopodobnie nastąpił odwrót tej negatywnej tendencji (analitycy Merrill Lynch szacują, że wydatki inwestycyjne wzrosły w tym czasie o 10%). Lwią część tego wzrostu pochłaniają nakłady na technologie. Wzrosty na giełdach azjatyckich to nic innego, jak przejaw dyskontowania przyszłych zysków spółek technologicznych, które skorzystają na zwiększonych nakładach inwestycyjnych. Tego można się było spodziewać, obserwując przepływy kapitału funduszy inwestycyjnych, które najsilniej płynęły właśnie do Azji.
Inwestorzy nie tylko koncentrują się na przyszłych zyskach spółek, ale również uwzględniają sytuację polityczną. Obok tygrysów wschodnioazjatyckich Izrael jest przykładem państwa, gdzie funkcjonuje wiele spółek technologicznych zorientowanych na eksport. Niestety, konflikt zbrojny z Palestyńczykami stanowi istotny czynnik ryzyka, mimo spodziewanego wzrostu zysków izraelskich spółek technologicznych. W efekcie na giełdzie w Tel Awiwie przeważały spadki, a indeks TA 100 spadł w I kwartale br. o ponad 10%. Jeszcze większe straty ponieśli inwestorzy w Chinach (-12%) i Turcji (-15%).