Rynek złotego zamarł. Realna wartość polskiej waluty jest właściwie niezmienna, wciąż jesteśmy w okolicach 11% powyżej starego parytetu. Kurs wobec dolara oscylował wokół 4,097, wobec euro zaś 3,593.

W tym tygodniu jedyną ważną informacją są piątkowe dane o podaży pieniądza w marcu. W poniedziałek opublikowano informacje o zmianach po dwóch pierwszych dekadach poprzedniego miesiąca. Wskazują one na kontynuacje niekorzystnych procesów. Wciąż spada dynamika depozytów, jednocześnie rośnie ilość pieniądza gotówkowego. To ewidentnie zmniejsza szanse na to, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na obniżki stóp procentowych.

W środę doradca ministra finansów Stanisław Gomułka poinformował o wstępnych założeniach branych pod uwagę przy pracach nad budżetem na 2003 rok. Deficyt budżetowy ma wynieść prawie 5% PKB w porównaniu z 5,3% PKB w tym roku (oczywiście, jeśli nie będziemy mieli nowelizacji budżetu). Jednocześnie jednak deficyt ekonomiczny ma być zmniejszony do 3,6% PKB, z 4,9% PKB. Gospodarka ma przyspieszyć i tempo jej wzrostu powinno wynieść 3%, w 2002 roku 0,9-1,2% (dopiero w czwartym kwartale możemy przekroczyć 2%, w analogicznym okresie 2003 roku możemy zobaczyć nawet 5%). Gomułka nie ma dobrych informacji, jeśli chodzi o poziom bezrobocia. Według niego, do 2004 roku nie należy się spodziewać spadku, w tym okresie wskaźnik może sięgnąć nawet 21%.

Dane z Niemiec okazały się właściwie zgodne z oczekiwaniami. Stopa bezrobocia wciąż utrzymuje się na poziomie 9,6%, inflacja wzrosła, ale nieznacznie, o 0,1%, do 1,8%, czyli wciąż poniżej zalecanych przez EBC 2%.

Wspólna waluta przez cały dzień umacniała się. Częściowo to efekt pogorszenia klimatu w USA po informacji IBM o zrewidowaniu planów dotyczących najbliższych zysków, częściowo niezłych danych z Niemiec. Poza tym można mówić o odreagowaniu spadku, do którego doszło na wieść o bankructwie jednego z najważniejszych niemieckich koncernów medialnych (poniedziałek po południu). Kończyliśmy w okolicach 0,877. Poziom otwarcia to 0,874.