Rozwiały się nadzieje byków na kontynuację długoterminowego trendu wzrostowego, zapoczątkowanego pod koniec września ubiegłego roku. Na wykresach głównych indeksów amerykańskich zostały przełamane wznoszące się linie trendu (DJIA - 10 100 pkt., Nasdaq Composite 1800 pkt., S&P 500 - 1120 pkt.). To kolejny sygnał słabnięcia strony popytowej i negatywny prognostyk na przyszłość. Oznacza to bowiem, że można oczekiwać trendu horyzontalnego. Według mnie, jest to jednak na wyrost; bardziej prawdopodobne są spadki. Od szczytów styczniowych (marcowego w przypadku średniej kroczącej) indeksy spadły już około 10%, a to wyraźny sygnał, że w krótkim terminie dominuje podaż. Najlepiej wygląda sytuacja na DJIA, który przed trwalszymi spadkami powstrzymuje długoterminowa średnia krocząca (10 100 pkt.). Najgorzej jest w segmencie technologicznym. Nasdaq Composite znajduje się o krok od przełamania lutowego minimum lokalnego (1 725 pkt.).

Przecena na Nasdaq w ostatnim tygodniu była następstwem rozczarowujących wyników wielu high--techów. Wyniki poniżej oczekiwań inwestorów oznaczają, że z ożywieniem w sektorze technologii nie jest wcale tak dobrze jak powszechnie sobie wyobrażano. Do tego nie należy zapominać, że rynki oczekują zmiany nastawienia Fed. W maju może dojść do pierwszej od wielu miesięcy podwyżki stóp procentowych (dyskontują to zresztą już krzywe rentowności amerykańskich obligacji skarbowych). Rynki akcji słabo prosperują w środowisku rosnących stóp procentowych. Średnio w latach 1980-2000 w ciągu trzech miesięcy po pierwszej podwyżce stóp S&P 500 spadał o 14%. Jeżeli do tego dodać wciąż zaskakująco "bycze" nastawienie inwestorów, wyraźnie daje się zauważyć, że wciąż nie widać końca spadkom, i to zarówno w krótkim, jak i średnim terminie. Rekordowe wyceny rynkowe zysków spółek również stanowią powód do obaw.

Z dala od wyprzedaży akcji w Ameryce powody do zadowolenia daje inwestorom japońska giełda. Na przełomie marca i kwietnia doszło do testu linii sygnalnej formacji podwójnego dna. Zwycięsko wyszły z niego byki, co pozwala zakładać, że wzrosty będą trwać.