Według Tomasza Brochockiego, prezesa Pażura, spółka jest winna Tobacco zaledwie 31 tys. zł. Cóż z tego, jeśli kasa firmy świeci pustkami, a miesięczne odsetki od zadłużenia sięgają 800-900 tys. zł.
W tej sytuacji nic dziwnego, że prezes Brochodzki sam przyznaje, iż przedsiębiorstwo jest na krawędzi bankructwa. - Wszystko jest w rękach instytucji finansowych. Jeśli banki oraz PZU zaakceptują nasze propozycje układowe, to jest szansa, że się uratujemy. Jeśli nie, to nie będziemy mieli już wyjścia - mówi PARKIETOWI.
Spółka jest właściwie "wyczyszczona" z pieniędzy. Według ostatniego raportu, na koniec 2001 roku miała zaledwie 191 tys. zł w gotówce. Teraz może być to jeszcze mniej. Co gorsza, zadłużenie sięga blisko 61 mln zł. Z tego biorą się gigantyczne odsetki, które nawet częściowo nie są regulowane.
Firma od kilku miesięcy nie prowadzi też działalności. Przychody w pierwszym półroczu 2001 roku spadły do 84,6 mln zł, ale już w drugim ledwo sięgnęły 2,8 mln zł. W efekcie Pażur rok zamknął stratą w wysokości 39 mln zł. W samym IV kwartale strata sięgnęła 14,2 mln zł, na co wpływ miało m.in. 10 mln zł nowych rezerw. - Teraz niewielkie przychody osiągamy z wynajmu nieruchomości - tłumaczy prezes.
I właśnie te nieruchomości są szansą na uratowanie firmy. W najnowszych propozycjach dla instytucji finansowych Pażur sugeruje, że może sprzedać swoje nieruchomości za 35 mln zł. W szukaniu nabywców mają pomóc sami wierzyciele. Ponadto spółka ma około 5 mln zł wierzytelności, które ponoć są do odzyskania.