Od 1 sierpnia NOM nie będzie już umożliwiał korzystania z usług połączeń międzystrefowych bez konieczności podpisywania z nim umowy przez klientów. Właśnie taka strategia zdobywania abonentów była głównym źródłem sukcesu niezależnego operatora, który według danych TP SA miał 24--proc. udział w ruchu międzymiastowym generowanym w grudniu.
Andrzej Arendarski, prezes NOM, zapytany o oczekiwaną przez spółkę skalę utraty rynku, stwierdził: - Trudno to oszacować, myślę jednak, że możemy liczyć na kilkunastoprocentowy udział w generowanym ruchu. Analitycy są bardziej sceptyczni. Zwracają uwagę, że Netia, która ma ponad 350 tys. klientów telefonii lokalnej, w rynku międzystrefowym zdobyła udział na poziomie 3% (dane TP SA za grudzień 2001 r.).
NOM zrezygnował też z wszystkich roszczeń prawnych wobec TP SA. Oznacza to, że nie odbędzie się zaplanowana na 23 kwietnia rozprawa, w której operator niezależny domagał się od Telekomunikacji 81 mln zł z odsetkami. Dodatkowo NOM będzie musiał uregulować należności wobec TP SA z tytułu rozliczeń międzyoperatorskich. Wprawdzie przedstawiciele tej firmy twierdzili na konferencji prasowej, że TP SA będzie partycypowała w ryzyku egzekwowania należności od klientów NOM, jednak w praktyce sprowadza się to do faktu, że operator będzie spłacał dług wobec TP SA w miarę spływania pieniędzy od klientów. Marek Józefiak, prezes TP SA, zapewniał, że spółka rozwiąże w tym roku rezerwy na należności NOM.
W komentarzach do wczorajszego porozumienia bardzo często przewijała się opinia, że oznacza ono kolejną porażkę jeśli chodzi o liberalizację polskiego rynku telekomunikacyjnego. Znacząca utrata rynku przez NOM nie jest bowiem jedynym problemem spółki. Będzie musiała ona bowiem wyegzekwować pieniądze od klientów korzystających z jej usług. W tym miejscu pojawiają się wątpliwości, czy operator może egzekwować należności od klientów, z którymi nie miał podpisanych umów. - Zwykła ludzka uczciwość nakazuje zapłacić za usługi, z których się skorzystało - mówił wczoraj prezes Arendarski. Argument ten nie był zbyt mocny, więc spółka przedstawiła też podstawy prawne, które miałyby jej pozwolić na dochodzenie należności. Nie rozwiały jednak one wątpliwości dziennikarzy.
Kolejnym problemem NOM jest sprawa wystawiania faktur klientom. Ponieważ operator nie miał z nimi umów, nie dysponuje też ich danymi osobowymi. TP SA nie zgodziła się fakturować usług operatora niezależnego. Powstaje więc pytanie, czy TP SA może przekazać dane swych klientów nie naruszając ustawy o ochronie danych osobowych. Przedstawiciele NOM twierdzą, że jest to możliwe.