Reklama

Teraz "siejemy", na efekty trzeba poczekać

Z Piotrem Kamińskim, wiceprezesem GPW, rozmawia Adam Mielczarek

Publikacja: 13.04.2002 08:19

Rok 2002 może być pierwszym w historii GPW, w którym liczba spółek na parkiecie spadnie. Nie martwi to Pana?

Moim zdaniem ważniejsza jest wielkość i jakość spółek niż ich liczba. Jeśli z rynku znikają takie, które nie potrafią poradzić sobie z biznesem, to trudno. Taka jest kolej rzeczy, nie tylko w Polsce. Natomiast jeśli znikają takie, które były liderami w swoich branżach lub samodzielnie radzą sobie dobrze, jest to przykre dla rynku. Nie uważam jednak, że prowadzenie polityki zamkniętych drzwi - czyli możesz wejść, ale już nie wyjść - byłoby właściwe.

Jeszcze parę lat temu miał Pan inną opinię.

Owszem. Przyznaję że uważałem, iż ze względu na ruszającą reformę emerytalną spółki będą korzystały z możliwości rynku kapitałowego, a fundusze będą miały w co inwestować. Dzieje się jednak inaczej, więc nie ma co trzymać się kurczowo przewidywań, z którymi rynek rozprawił się już sam.

Ważniejsze jest to, żeby spółki wiedziały, że na giełdę wchodzi się po to, aby pozyskiwać kapitał na rozwój. Do tego potrzebny jest dobry pomysł na biznes. Bez niego często jest to po prostu wchodzenie na siłę, a potem wręcz niepotrzebne trzymanie się giełdy.

Reklama
Reklama

Czy jest Pan zadowolony z nominacji Małgorzaty Ostrowskiej na wiceministra skarbu.

Jestem bardzo zadowolony. Jest to osoba bardzo dobrze znająca rynek kapitałowy, dla którego już sporo zrobiła. Widać, że chce dla niego jeszcze dużo dokonać. Dla przedsiębiorców i inwestorów to bardzo ważna, dobra nominacja.

Teraz będziecie czekać na inicjatywę rządu, czy sami też wyjdziecie z propozycjami?

Mamy wiele pomysłów na pozyskiwanie nowych spółek i kreowanie wiedzy na temat rynku kapitałowego. Część z nich jest jeszcze w fazie studialnej. Nie chodzi mi jednak o to, aby mówić o czymś, co jeszcze nie do końca jest gotowe. Mamy jednak mniejsze lub większe sukcesy, np. jesteśmy blisko wprowadzenia pierwszych obligacji zamiennych na giełdę, może niedługo będzie w końcu pierwszy zagraniczny emitent itp.

Jakieś przykłady?

Chociażby spodziewane, pierwsze notowanie obligacji zamiennych ComArchu. Pokażemy, że rynek publiczny może być kompleksowy i tani. Nie trzeba kombinować: akcje na publiczny, obligacje na niepubliczny. To sporo upraszcza i pozwala obniżać koszty. Ktoś może powiedzieć, że to niewiele, ale pamiętajmy, że kiedyś przełomem było np. wprowadzenie PDA.

Reklama
Reklama

Czy jednak pojawią się nowi emitenci? Giełda systematycznie spotyka się z potencjalnymi chętnymi.

Razem z Gdańską Akademią Bankową przeprowadziliśmy road show pod nazwą "Bliżej kapitału". Na razie były to spotkania w północnej Polsce. Z tego oczywiście nie ma natychmiastowych efektów. To, czym interesują się prezesi spółek gdzieś w terenie, pokazuje, że są one potrzebne. Obalamy bowiem wiele mitów o kolosalnych kosztach wprowadzenia spółki na parkiet, o ciągnących się w nieskończoność procedurach itd.

Teraz planujemy drugą turę organizowaną wspólnie z Investor Relations Partners. Tym razem pojedziemy w centralną i południową Polskę. Te spotkania nie są jednak po to, aby namawiać na siłę, lecz przede wszystkim pokazywać możliwości. To przedsiębiorca, np. z Poznania czy Katowic, ma zrozumieć, że jest rozsądna alternatywa wobec systemu bankowego. Oczywiście, liczymy, że to "sianie" prędzej czy później przyniesie plony.

Co jeszcze robi GPW, żeby zainteresować sobą spółki?

Niedawno rozesłaliśmy 378 ankiet do potencjalnych emitentów. Wyniki są bardzo interesujące. Duża część spółek odpowiedziała, że generalnie jest zainteresowana rynkiem kapitałowym. A prawie 14% powiedziało, że w perspektywie od roku do pięciu lat są zainteresowane skorzystaniem z możliwości rynku kapitałowego.

Domyślam się, że na wspomniane spotkania przychodzą głównie średniej wielkości przedsiębiorcy. Czy tych naprawdę dużych, z pierwszych miejsc w rankingach, jesteście w stanie przyciągnąć do giełdy?Problem polega na tym, że niektóre największe firmy prywatne nie za bardzo wiedzą, po co miałyby iść na rynek publiczny. Ich właściciele zrobili biznes, który generuje ogromne przychody. Firmy mają zapewnione stałe dochody i nie potrzebują świeżego zastrzyku kapitału. Dodatkowo musiałyby się odkryć przed konkurencją.

Reklama
Reklama

Szansą jest jednak np. porządkowanie biznesu złożonego często z kilkudziesięciu najprzeróżniejszych gałęzi, procesy łączenia i przejęć, a ponadto rozwijanie indywidualną drogą spółek zależnych lub też konsolidowanie całych branż.

A gdzie się podziały spółki zagraniczne? Chorwacka Pliva była już przecież bardzo blisko GPW.

Tak się złożyło, że promotorzy pomysłu wejścia na GPW odeszli z Plivy i plany zostały odłożone. To jednak nie znaczy, że zagraniczne firmy nie chcą wejść na nasz rynek. Niestety, jest jeszcze za wcześnie, by mówić o wielu konkretach, ale spodziewam się, że jeszcze w tym półroczu powitamy pierwszą zagraniczną firmę na warszawskim parkiecie.

Dziękuję za rozmowę.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama