Rok 2002 może być pierwszym w historii GPW, w którym liczba spółek na parkiecie spadnie. Nie martwi to Pana?
Moim zdaniem ważniejsza jest wielkość i jakość spółek niż ich liczba. Jeśli z rynku znikają takie, które nie potrafią poradzić sobie z biznesem, to trudno. Taka jest kolej rzeczy, nie tylko w Polsce. Natomiast jeśli znikają takie, które były liderami w swoich branżach lub samodzielnie radzą sobie dobrze, jest to przykre dla rynku. Nie uważam jednak, że prowadzenie polityki zamkniętych drzwi - czyli możesz wejść, ale już nie wyjść - byłoby właściwe.
Jeszcze parę lat temu miał Pan inną opinię.
Owszem. Przyznaję że uważałem, iż ze względu na ruszającą reformę emerytalną spółki będą korzystały z możliwości rynku kapitałowego, a fundusze będą miały w co inwestować. Dzieje się jednak inaczej, więc nie ma co trzymać się kurczowo przewidywań, z którymi rynek rozprawił się już sam.
Ważniejsze jest to, żeby spółki wiedziały, że na giełdę wchodzi się po to, aby pozyskiwać kapitał na rozwój. Do tego potrzebny jest dobry pomysł na biznes. Bez niego często jest to po prostu wchodzenie na siłę, a potem wręcz niepotrzebne trzymanie się giełdy.