Dane przedstawione przez GUS potwierdzają, że w tej chwili nie ma powodów, dla których inflacja mogłaby wzrosnąć. Zmiany cen w stosunku do lutego są bardzo nieznaczne - najbardziej podrożało paliwo, za które trzeba było w marcu zapłacić średnio o 1% więcej niż miesiąc wcześniej. Ta informacja zaskoczyła część analityków, którzy spodziewali się, iż paliwa zdrożeją w większym stopniu.
- Sądziliśmy, że inflacja wyniesie 3,5% ze względu na dość duży wzrost cen paliw - powiedziała Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Banku Handlowego. - Okazało się, iż zdrożały one znacznie mniej niż prognozowaliśmy. Być może ten wzrost będzie widać dopiero w kwietniu.
Jej zdaniem, spadek inflacji do 3,3% w marcu nie stanowi zaskoczenia dla Rady Polityki Pieniężnej, która już wcześniej sygnalizowała, iż spodziewa się, że wskaźnik ten będzie się utrzymywał na niskim poziomie. Większym zagrożeniem, wg Rady, jest malejące tempo wzrostu depozytów ludności. Tymczasem, jak wynika z danych za marzec, tempo przyrostu depozytów spadło do nieco ponad 3%, z ponad 20% w zeszłym roku. I to - wg ekonomistki BH - może być powodem, dla którego RPP nie zdecyduje się na redukcję.
- Innym zagrożeniem mogą być rosnące ceny ropy naftowej - stwierdziła K. Zajdel-Kurowska. - Dlatego nie wykluczamy cięcia stóp już w kwietniu, ale sądzimy, iż bardziej prawdopodobne jest, że Rada się w tym miesiącu wstrzyma i zredukuje stopy w maju lub czerwcu o ok. 100-150 pkt. bazowych.
Także Janusz Jankowiak, główny ekonomista BRE Banku, nie sądzi, aby marcowy spadek inflacji zrobił wrażenie na RPP.