Ale użalanie się nad sobą i swoim portfelem to raczej kiepski pomysł na życie. Zamiast więc tonąć w żalu i zazdrośnie spoglądać na wyniki innych, spróbujcie przemyśleć swoje inwestycyjne życie. Jest wiosna. Warto posłuchać, co mówią znacznie starsi stażem i rynkową mądrością ludzie. A mówią naprawdę ciekawe rzeczy.
Taki Hersh Cohen, na przykład. Facet bije nas wszystkich na głowę doświadczeniem inwestycyjnym. Co trudne nie jest, zważywszy że zarządza cudzymi pieniędzmi od 30 lat. Mniejsza o to. Ważne, co kolega Hersh mówi. Oto obwieszcza koniec rynku niedźwiedzia w USA. W Stanach - podkreślam, bo każdy przytomny facet widzi przepaść między naszym zapyziałym podwórkiem a wielkim światem, niestety. - Weteran o trzydziestoletnim stażu, Hersh Cohen, mówi, że rynek niedźwiedzia się skończył - informuje Michael Santoli w tygodniku "Barron's".
Cenny alert. Tym bardziej że Cohen ma odwagę (pozdrowienia dla naszych fund menedżerów) stawiać bardzo twarde tezy. I przy tym bardzo logicznie do nich przekonywać. A z tez owych wynika, że - jeśli wierzyć nosowi i wyczuciu Cohena - przed amerykańskim rynkiem akcji kolejny wieloletni okres prosperity. Nie tak spektakularnej jak ta, towarzysząca prezydenturze Clintona, ale jednak prosperity. Mówiąc naszym językiem - Cohen oczekuje wielu lat hossy.
- To nie jest załamanie, nie będziemy mieli 25-procentowej stopy bezrobocia. Nie będziemy świadkami masowych bankructw bankowych. Nie będzie kolejek po darmowy chleb - zapowiadał w ubiegłym roku Cohen. Wraz z kolegami wykorzystał terrorystyczny atak na USA z 11 września ub.r. do zwiększania zaangażowania w akcje. Każde 5% spadku powodowało wtedy uwolnienie 25% rezerw gotówkowych menedżerów słuchających Cohena i zamianę kasy na taniejące papiery. Ludzie Cohena wykorzystali w klasyczny wręcz sposób strach innych inwestorów. I zarobili.
Hersh Cohen triumfuje. I przypomina, że poza dramatycznymi latami 1930-31 na amerykańskiej giełdzie nie było okresu, w którym na długi czas indeks zatrzymałby się na poziomie starego dna. Z czego wyciąga wniosek, że i tym razem - jak po wielu innych "maniach" inwestycyjnych - rynek wygrzebie się z kłopotów. I wróci hossa. Nie tak spektakularna, jak ta z czasów poprzedniej prezydentury, ale satysfakcjonująca inwestorów.