Sami zarządzający skarżą się czasem z kolei na system, który zmusza ich do wykazywania się krótko- lub średnioterminowymi zyskami w długoterminowych strategiach (co jest szczególnie krytykowane w przypadku funduszy emerytalnych). Efekt jest taki, że zarówno klienci, jak i menedżerowie portfeli mają poczucie krzywdy. Pomijając przypadki zaplanowanego zawikłania umów (co brzydko pachnie...), można zaryzykować tezę, że wiele kłopotów jest wynikiem niedogadania zasad inwestowania i wynagradzania za rezultaty tegoż inwestowania.
Jak więc umówić się na podział zysków? Przede wszystkim tak, żeby zasady były jasne i żeby system premiował, a nawet wymuszał efektywność. Nacisk musimy więc położyć na nagradzanie wyniku, a nie tępe "kasowanie" opłat od aktywów.
Dlatego być może warto byłoby przemyśleć następującą strukturę opłat:
l 1, góra 2% od aktywów rocznie (zdecydowanie lepiej byłoby trzymać się poziomu 1% lub niżej);
l 20, może nawet 25% zysku ponad stopę wolną od ryzyka (np. rentowność bonów skarbowych) lub też nawet i połowę zysku ponad benchmark różny jednak od stopy wolnej od ryzyka;