Rodzimy rynek rozczarował po raz kolejny. Rozczarował nie tylko niską

zmiennością, ale też słabym zachowaniem większości spółek. Dobre sesje na zagranicznych rynkach nie przekładają się na zwiększony popyt na GPW. Wystarczy jednak chwila słabości na świecie, by polscy inwestorzy znaleźli powody do wyprzedaży akcji.

Wczoraj przecenę zainicjowała Nokia, która mimo niezłych wyników zaskoczyła analityków obniżeniem prognoz. Nokia ma prawie 1/3 rynku telefonów komórkowych i jej kondycja dobrze obrazuje sytuację w całym sektorze. Złe wieści zaczerwieniły indeksy Eurolandu, ale w przypadku naszego rynku był to bardziej pretekst, niż prawdziwy powód spadku.

U nas kłopoty większości spółek (z ELE i TPS na czele) nie zachęcają zagranicznych inwestorów do zwiększenia zaangażowania na naszym rynku. Zresztą dopóki zagraniczne indeksy zachowują się dużo lepiej, nikt nie będzie szukał alternatywy. Zostają nam polskie fundusze i drobni inwestorzy. Ci drudzy, mimo swojej dość licznej reprezentacji, nie są w stanie doprowadzić do wybicia z horyzontu. Od początku lutego idziemy w bok i gra od ściany do ściany przynosi największe korzyści.

Jeśli dochodzimy do krawędzi horyzontu, pojawia się zdecydowany popyt lub, tak jak przez ostatnie dni, zdecydowana podaż, która nie pozwala na wybicie i rozpoczęcie nowego trendu. Nadzieje na wzrosty może jeszcze dawać końcówka miesiąca, w której ZUS będzie musiał przelać na konta OFE znacznie większe sumy. Wartość miesięcznych przelewów to około 1 mld zł, a do wczoraj nie było nawet 1/4 tej kwoty. Jeśli wszystkie zaległości zostaną spłacone w przyszłym tygodniu, może dać to byczy impuls. Do czasu napływu nowego kapitału pozostaje nam horyzont i obrona luk hossy - dla kontraktów 1295-1310 pkt. dla indeksu 1285-1310 pkt.