Mimo że czwartkowa zniżka indeksu pozostawiła po sobie negatywne wrażenie, a słabość kupujących widać było gołym okiem, to jednak nie przyczyniła się ona do zmiany obrazu technicznego segmentu największych spółek. W dalszym ciągu pozostaje on w tendencji horyzontalnej, a spierać się można bardziej o to, jakimi poziomami jest ona ograniczona, niż o to, kiedy nastąpi jej opuszczenie. Wydaje się, iż wiarygodne poziomy konsolidacji są wyznaczane przez korpusy świec z 14 marca i 4 kwietnia, znajdujące się na wysokości 1368 i 1309 pkt. Przekroczenie na zamknięciu którejś z tych wartości stanie się sygnałem do trwalszego ruchu. W kwestii czasu, kiedy do zakończenia ruchu bocznego dojdzie, można powiedzieć tylko tyle, że wtedy, gdy większość inwestorów uwierzy w to, iż nic nie jest w stanie wyrwać rynku z marazmu. To określenie jest niezbyt ostre i w zasadzie sprowadza się do stwierdzenia o nieprzewidywalności tego momentu. Ostatnie sesje pokazały, jak kapryśne jest zachowanie inwestorów i jak niewiele potrzeba, by zaczęli wyprzedawać akcje, ewentualnie wybiórczo je kupować. Dopóki jednak szerokość rynku podczas kolejnych zwyżek lub spadków będzie niewielka, dopóty będziemy tkwić w horyzoncie. Dlatego też szczególną wagę przywiązuję do tego, jak dużo spółek podąża danego dnia w tym samym kierunku co indeks.
W krótkim terminie ostatnia nieudana próba wybicia w górę z miesięcznej konsolidacji powinna zaowocować spadkiem indeksu w okolice 1300 pkt. Wtedy zadecydują się losy rynku w średnim okresie. Albo wsparcie zostanie ponownie obronione i zachęcone tym byki doprowadzą do udanego ataku na 1368 pkt., albo też poziom ten zostanie przekroczony, co w rezultacie doprowadzi do zamknięcia okna hossy z początku roku i przesądzi o kontynuacji spadków. Wciąż większe szanse na realizację ma drugi wariant, który ma silne poparcie ze strony dziennego MACD. Wskaźnik ten wykonał ruch powrotny do poziomu równowagi i jest bliski ponowienia sygnału sprzedaży. Można się spodziewać, że poprzedzi on wybicie w dół.