Decyzje Rady zależą od nowych informacji makroekonomicznych. A z tym jest problem - bo nowe dane albo potwierdzają dotychczasowe tendencje, albo są niejasne. Przykładem mogą być np. opublikowane przez GUS wskaźniki produkcji przemysłowej, która w marcu była o 10,8% wyższa niż w lutym, a niższa o 3,2% od tej z marca ub.r. Część analityków uznała, iż dane są nie najlepsze i pokazują, iż ożywienia na razie nie ma. Inni stwierdzili, że biorąc pod uwagę różne liczby dni roboczych w tych trzech miesiącach, można mówić o początku ożywienia gospodarczego. Zwłaszcza że w marcu dość znacznie (o 20% wobec lutego i o 9,9% wobec marca ub.r.) wzrosła sprzedaż detaliczna.

Jednak - na co wskazują ekonomiści - nawet bardziej jednoznaczne dane nie ułatwiłyby w zbyt dużym stopniu decyzji Radzie. Bo w tym roku, o ile nie zdarzy się nic wyjątkowego, wiadomo już dokładnie, że inflacja będzie niska. Jedyną zagadką jest to, czy będzie ona na koniec roku niższa niż 4% (dolna granica celu inflacyjnego na ten rok), czy nieco wyższa. Resort finansów uważa, iż inflacja na koniec roku wyniesie 3,3-3,5%. Wiceprezes NBP Andrzej Bratkowski przyznał ostatnio, iż wskaźnik wzrostu cen rzeczywiście może być poniżej 4% na koniec roku, o ile nie zaczną rosnąć gwałtownie ceny ropy naftowej czy żywności.

Analitycy zdają sobie sprawę, iż to, na czym najbardziej zależy teraz Radzie, to zepchnięcie inflacji na koniec roku 2003 r. poniżej 4%. I decyzje w sprawie stóp będą podporządkowane temu celowi. Rada obawia się, iż jeśli teraz przesadzi z obniżaniem stóp procentowych, za rok może sobie zafundować zbyt wysoką inflację. Z drugiej jednak, jeśli nie obniży stóp procentowych, wzrost PKB w roku przyszłym może być równie rachityczny jak w roku bieżącym.

I dlatego, choć większość ekonomistów jest przekonana, że dojdzie do redukcji na tym posiedzeniu, jest wielu analityków, którzy sądzą, iż RPP po raz kolejny wstrzyma się z taką decyzją. I poczeka jeszcze miesiąc-dwa, aż będzie prawie pewna, iż inflacja w roku przyszłym nie przekroczy 4%.