Samo wydłużenie godzin pracy sklepu nie oznacza, że automatycznie przybędzie klientów i transakcji. Tak samo jest w przypadku sklepu z papierami wartościowymi. Ale myśleć o takich rozwiązaniach trzeba. Nawet jeśli z giełd zachodnich płyną raczej sygnały niezadowolenia brokerów, którzy nie są zachwyceni przedłużaniem handlu. W naszych wewnętrznych rozmowach w PARKIECIE pojawiła się propozycja, że być może warte rozważenia byłoby nie tyle wydłużenie, co przesunięcie sesji. Tak by handel w Polsce, dłużej niż obecnie - przynajmniej przez kilka godzin - pokrywał się z obrotem w USA. Przesunięcie godzin handlu, bez jego wydłużenia, mogłoby ograniczyć koszty i pozwolić inwestorom na lubianą przez nich grę w amerykańskim rytmie. Ale ewidentnym minusem takiego rozwiązania byłaby konieczność istotnego przestawienia systemu pracy domów maklerskich i brak pełnej równoległości notowań w Polsce i Europie.
W dyskusji warto rozważyć także inne pomysły. Być może nawet te, które zostaną uznane za ekstremalne. Jak choćby coś, co chodzi mi po głowie od lat, czyli wizję giełdy działającej non stop i oferującej możliwość m.in. gry na pochodnych opartych na indeksach i papierach z Europy, Stanów i Azji...
Zmiany czasu pracy giełdy i domów maklerskich - z technicznego punktu widzenia - nie są wielkim problemem. Nowoczesny elektroniczny system obrotu, dobre systemy wewnętrzne w domach maklerskich, spore już doświadczenie instytucji rozliczeniowej i olbrzymi potencjał internetu - to wszystko sprawia, że mówimy o problemie bardziej strategicznym niż technicznym. Niemniej koniecznie trzeba jednak pamiętać o groźbie rozproszenia czasowego ofert sprzedaży i kupna, co mogłoby utrudnić ich szybkie kojarzenie, a tym samym - paradoksalnie - chyba trochę przeszkadzać inwestorom. To także mogłoby prowokować większą niż obecnie sztuczność wycen części papierów.
Temat jest naprawdę ciekawy i wart arcypoważnych dyskusji. Szkoda tylko, że tak jak czas idyllicznej hossy, tak i obecna fatalna koniunktura normalnej dyskusji nie sprzyjają. Po zgłoszonej przez nas propozycji sklonowania kontraktu na WIG20 - przygotowania na bazie jego sukcesu polskich futures na indeksy zagraniczne - odezwały się głosy oburzenia. - Sam się Pan sklonuj, Panie Kwiecień - ironizuje jeden z inwestorów, wkurzony (zresztą skądinąd słusznie) wizją dodatkowego osłabienia rynku kasowego. Deklarowaną przez część inwestorów i obserwatorów wrogość wobec rynku terminowego można jednak osłabić pytaniem o to, czy rzeczywiście są przekonani, że likwidacja derywatów uzdrowi rynek kasowy (akcji). I czy rzeczywiście reanimuje obroty? Moim zdaniem, nie. Rynek pochodnych odbiera inwestorów i płynność rynkowi kasowemu, ale my musimy myśleć o rozwoju obu tych filarów, a nie o zawracaniu Wisły kijem. Stąd skądinąd bardzo żartobliwy mail, który cytowałem, trochę martwi.
Przewrotnie można przypomnieć, że największym zainteresowaniem (choć nie mierzonym obrotami, ale tłumami w POK--ach) giełda cieszyła się w czasie, gdy sesje były rzadsze, a system obrotu prymitywniejszy. A obroty zwiększy hossa, która kiedyś w końcu przyjdzie.