Przed posiedzeniem RPP analitycy typowali, że obniży ona stopy o 100 pkt. bazowych. Oznaczałoby to, iż kończy się cykl luzowania polityki pieniężnej, co zapewne doprowadziłoby do osłabienia złotego i poprawy sytuacji eksporterów. Na to m.in. liczył rząd. Rada jednak zaskoczyła wszystkich. Stopę interwencyjną, najważniejszą dla rynku, obniżyła zaledwie o 50 pkt. bazowych, do 9,5%.
- Ta obniżka daje sygnał, że poprzednie mocne cięcia oraz spadek inflacji doprowadziły do tego, że polityka pieniężna musi się obecnie posługiwać mniejszymi dozami - powiedział Leszek Balcerowicz, prezes NBP i szef RPP. Oznacza to, że do takich niewielkich cięć oprocentowania banku centralnego będziemy musieli się teraz przyzwyczaić. - RPP będzie teraz łagodzić politykę pieniężną, dopasowując ją do polskiej gospodarki małymi krokami - powiedział Mirosław Gronicki, główny ekonomista BIG-BG.
Rozczarowania tak niewielką skalą obniżki nie krył premier Leszek Miller, który już od kilku miesięcy domagał się zdecydowanego cięcia. - Odnoszę wrażenie, że RPP nie wie dokładnie, czy wesprzeć działania ratujące gospodarkę, czy też nie przyłączyć się do tych działań - powiedział.
Dwie inne stopy NBP, lombardowa i redyskontowa, spadły o 100 pkt. bazowych, do - odpowiednio - 12,5% i 11%. Najnowsza stopa, depozytowa, nie drgnęła. Tym samym Rada kontynuuje zmniejszanie pasma między największą (lombardową) i najniższą (depozytową), które mają wyznaczać graniczne przedziały wahań rynkowych stóp procentowych.
W uzasadnieniu swojej decyzji RPP zwróciła uwagę na to, iż wprawdzie doszło do dalszej obniżki inflacji, spadły oczekiwania inflacyjne, ale jednocześnie widać zagrożenia, związane m.in. z cenami ropy naftowej. Nie do końca jest jeszcze wyraźne ożywienie gospodarcze. - Pojawiają się sygnały, że wiosna dotyczy także gospodarki, ale nie jesteśmy w stanie dokładnie wyznaczyć momentu jej rozpoczęcia - powiedział prezes NBP.